Translate

czwartek, 30 września 2021

I znowu jesień...

     

         Wrzesień mamy za sobą. Mój pierwszy miesiąc bez pracy zawodowej, czyli cały miesiąc mojego "leniuchowania". Czym się zajmuję, kiedy nie muszę gnać wraz z dzwonkiem do klasy, kiedy wieczorami nie zasiadam do poprawiania kartkówek, a w soboty i niedziele nie uzupełniam planów? Dużo czytam, lubię czytać nocami jako przysłowiowa sowa, bo wiadomo, że z rana nie muszę wcześnie wstawać do pracy. Oglądam filmy z robótką w rękach, bo już czas na dzierganie ciepłych rzeczy. Gotuję obiady ( ale nie codziennie, bo nie chcę i nie muszę) i w miarę możliwości, jak pozwala pogoda, pracuję na działce.

 

        Tego lata postanowiłam, że oszczędzając swoje siły i system nerwowy muszę wynaleźć sposób, który pozwoli uniknąć corocznie powtarzanych błędów przy pracy na roli. Zaczęłam prowadzić notatki, systematycznie zapisuję, rysuję, gdzie, co, kiedy było wysiane, kiedy nasiona wykiełkowały (albo i nie), jakie gatunki roślin się sprawdziły, a których już nie posadzimy. Oczywiście, jest to spowodowane tym, że z biegiem lat pamięć już zawodzi. Piszę swoje plany na prace pilne i te  długotrwałe. Po prostu taki ogrodowy pamiętnik. Czasu to nie zabiera, a korzyści są niemałe. Na przykład nie mogłam nie wpisać sobie "ku pamięci", że i w tym roku muszę dokładnie tak samo przechowywać zimą bulwy begonii: zasypane ziemią w doniczce, podlane raz późną jesienią, na sucho w ciemnej piwnicy. Wiosną kiedy zaczęłam wybudzać korzenie poprzez podlewanie, myślałąm, że nic z tego, ale begonia ładnie wypuskała listki, i do tego czasu jest dosłownie osypana kwiatami.

         Jeszcze jeden mój eksperyment naukowy się udał. Po tym jak sprzątnęliśmy grządki po ogórkach i zasieliśmy poplony, kawałek gruntu zasadziliśmy cebulką ( bo wiosną zostało nam siewek). Nigdy tego nie robiliśmy w sierpniu, bo wiadomo, ze cebulę sadzi się albo wiosną, albo przed zimą. A jednak dotychczas mamy smaczny, ładny zielony szczypiorek. 

 

 Po perypetiach z sadzonkami pomidorów ( było bardzo dużo z nimi  zachodu wiosną) czekaliśmy w zamian na obfity urodzaj. Pomidory były, jednak bardzo długo dojrzewały, więc zapisałam sobie do notatek, że te gatunki już u nas nie mają szans na przyszły rok. Jak też nie będziemy wysadzać pomidorów do gruntu, tylko w szklarni.

 

 

   

         Podczas każdego  pobytu w Polsce odwiedzamy centra ogrodowe, aby uzupełnić asortyment naszej roślinności na działce. I w tym roku nie mogliśmy postąpić inaczej. Wracając z wesela syna wstąpiliśmy do "Domu ogrodu" w Mińsku Mazowieckim. W planie był tylko zakup sadzonki juki ogrodowej (dawne moje marzenie) i szczególnego gatunku bzu "Krasawica Moskwy". Ale oczy się rozbiegały, chęci rosły, więc do samochodu załadowaliśmy też wrzosy, lawendę, kilka sadzonek winorośli i cebule narcyzów i tulipanów.



    Nabyte sadzonki już są na swoich miejscach, zostaje czekać, aż kiedyś  doczekamy się ich kwitnienia.  

 

 I jeszcze kilka jesiennych obrazków,gdzie widać jak przyroda rozpieszcza nas swoimi kolorami :











   Jak widać na zdjęciu u góry, szydełko znowu wróciło do łask. Kiedy napotkałam darmowy wzór na tą lalkę "Zarę" postanowiłam go wypróbować, a ponieważ praca nie była z tych skomplikowanych, więc laleczka powstała dosyć szybko. Stopniowo dojrzewam do większych projektów robótkowych,  włóczki już zakupiłam sporo. W planach jest kilka swetrów, no i oczywiście skarpety, bo rozchodzą się po ludziach (czyli po ich nogach) z prędkością światła.






I nareszcie o najciekawszym, czyli o przeczytanych książkach. Ponieważ długo nie pisałam, ale w tym czasie czytałam, więc uzbierało się niemało pozycji.Dzisiaj będzie o tych książkach, które wywarły na mnie największe wrażenie, i które są według mnie warte  polecenia.

Charlotte McConaghy "Migracje". Wzruszająca  historia o Frannie, która pragnie odnaleźć ostatnie na świecie stado rybitw i wyruszyć za nimi na ich ostatnią migrację. Kapitan i załoga statku w trakcie rejsu odkrywają przed czym tak ucieka Franny i za czym rzeczywiście podąża. Cudowna powieść, trzymająca czytelnika w napięciu.

Sally Heptworth "Dobra siostra". Byłam zauroczona "Teściową" tej autorki, więc odważnie sięgałam po tą książkę. Nie rozczarowałam się, bardzo pouczająca powieść psychologiczna, z wątkami dobrego detektywu. Polecam bardzo.

Jakub Małecki "Rdza". Autor przeplatując historie wnuka i jego babki, pokazuje jak ludzie pomimo różnic wieku próbują zrozumieć się nawzajem, i każdy na swój sposób stara się pozbyć wspomnień o tragicznych wypadkach w jego życiu. Bardzo poruszająca powieść.

Joanna Gierak- Onaszko"27 śmierci Tobyego Obeda". Reportaże o  Ocaleńcach w Kanadzie. Ocale ńcami nazwali siebie absolwenci szkół z internatami, do których przemocą zabierano dzieci z rodzin Pierwszych Narodów. Przy spotkaniu z autorką byli uczniowie tych szkół opowiadają szokujące historie, jak  w szkołach odbierano im imiona, nadając każdemu numer, karano za najmniejsze przewinienia, głodzono i molestowano seksualnie. Książka czyta się z bólem i zmusza do poważnych rozważeń. 

 Edith Eger "Wybór. Przetrwać niewyobrażalne i żyć" Sporo książek przeczytałam o Holokauście, ale ta wywarła na mnie największe wrażenie. Autorka, jako szesnastolatka wraz  z siostrą trafia do Auschwitz. Zdawałoby się, że głównym akcentem powieści będą tragiczne wydarzenia z życia obozowego, ale Edith, będąc zawodową psycholożką skupia się na tym, jak ludzie po przejściach zmierzają się ze swoim cierpieniem, z wyrzutami sumienia, poszukują najwłaściwszych dróg do wolności, i często znowu ich umysł staje się dla nich "więzieniem". Edith pracuje z ludźmi cierpiącymi na   zespół stresu pourazowego, są to nie tylko ofiary Holokaustu, ale też żołnierze po przejsciach w Wietnamie, Iraku, ofiary przemocy...

Paweł Smolęński "Izrael nie frunie". Jaki "jest Izrael dzisiaj? Czy stał się Ziemią Obiecaną przybyłym z Rosji i Polski, z Maroka i Jemenu, z Ukrainy i Węgier?  Czym dla nich jest wiara? Autor poprzez rozmowy z napotykanymi ludźmi na targu, na wąskich uliczkach miasteczek, w kibucu próbuje  odpowiedzieć na niektóre pytania. Znakomite reportaże, po których termin "konflikt arabsko izraelski" wywołuje teraz we mnie inne odczucia.

Selja Ahava "Rzeczy, które spadają z nieba". Brawa dla fińskiej autorki, chcę ją czytać. W bardzo ciekawy sposób, co intryguje czytelnika, są połączone losy trzech postaci, w życiu , których wielka rolę odgrał przypadek. Książka jest o miłości i tradycjach, o cierpieniu i tych najbardziej potrzebnych ludziom relacjach. Polecam.



   Wszystkim zaglądającym tu życzę ciepłych jesiennych wieczorów z ulubionym zajęciem.












środa, 1 września 2021

Wydarzenia dwa...

       Dzisiaj będzie  tylko o tych dwóch najważniejszych wydarzeniach.

Wydarzenie pierwsze.  28 sierpnia mój syn Zbyszek i synowa Magda ślubowali sobie miłość i wierność.

        

        Przyjęcie weselne odbywało się w uroczym miejscu, w "Stodole Kultury" , niedaleko Mińska Mazowieckiego. Wszystko było godne zachwytu, wystrój wnętrza,  otaczająca przyroda, atrakcyjna fauna tego gospodarstwa, jak też dobrane towarzystwo.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        No i wydarzenie drugie, nie mniej ważne chyba w życiu człowieka. Otóż po czterdziestu latach oddanych oświacie, dzisiaj,1września, nie poszłam do pracy. Był to krok z mojej strony bardzo dobrze przemyślany. Już wiosną poczułam, że taka decyzja we mnie po trochu dojrzewa,bo  akurat doprowadziłam do matury swoich "najulubieńszych", a i chaos związany z nauką zdalną przyczynił się do takiego toku wydarzeń. Mamy w kraju katasroficzną sytuację  w szkolnictwie z powodu braku kadry. Akurat bardzo brakuje fizyków, ale na szczęście na moje miejsce przychodzi odpowiedzialna i lubiana przeze mnie koleżanka po fachu. I może dlatego, że przekazałam swoich dzieciaków w "dobre" ręce, nie czuję dzisiaj żadnego smutku, ani nostalgii ... Chyba, że  jeszcze mam wszystko przed sobą. Moje plany co do zagospodarowania wolnego czasu są ogromne i ambitne, ale wiem również, że z planami różnie bywa. Może nie uda mi się tak dokładnie, jak sobie wymarzyłam, przeprowadzić rewolucyjne  zmiany na działce, ale na pewno ilość przeczytanych książek się powiększy.

        O przeczytanych w lipcu i sierpniu  książkach i o swoich robótkach napiszę wkrótce, muszę trochę przyjść do siebie po wszystkich tych wydarzeniach. 

      Trzymajcie się zdrowo, wypatrując jesiennego słońca.

 

 

środa, 30 czerwca 2021

jestem...

     

 

  Nawet  nie wiem, jak mam się usprawiedliwiać, że zniknęłam z radarów na całe dwa miesiące. Przyczyn oczywiście jest niemało, może niektóre są błahe, ale i tych poważniejszych też się uzbierało. Przede wszystkim praca w szkole zabierała mnóstwo czasu. Do 25 czerwca trwał rok szkolny, więc było niemało jeszcze sprawdzianów, rozliczań z "długów", "liścików" od rodziców, wystawiania stopni rocznych i ich ( w niektórych wypadkach) koregowania. Zupełnie inaczej wszystko to się odbywało kiedy mieliśmy bezpośredni kontakt z uczniami. Teraz zaś wszystkie czynności pochłaniają o wiele więcej czasu. Ale swoich "pierwszaków" już pożegnałam , a w piątek moi abiturienci mają ostatni egzamin z matury, i jest to fizyka. Więc codziennie o 9-ej i o 19-ej, mam konsultacje online. Raz zebraliśmy się na konsultacje w szkole, na żywo,  ale  przy takich upałach przyszliśmy do wniosku, że raczej powracamy do kontaktów wirtualnych. Od poniedziałku będę już urlopować. Pracę zawodową utrudniały też warunki powstałe w domu z powodu remontu. Wiosną postanowiliśmy  oszklić balkony  , ale po rozmowie z fachowcem  zgodziliśmy się  jeszcze  i na ich ocieplanie, i na odnawianie wnętrz. Okna zostały wstawione w maju, ale wszelkie inne prace rozpoczęły się w połowie czerwca. Czasami w czasie lekcji nie mogłam "przekrzyczeć" pracującej wiertarki, więc mąż wówczas wypraszał majstra z balkonu i częstował kawą. Muszę przyznać, że bardzo nam się powiodło z "załogą", bo trafił się  bardzo sympatyczny, pracowity fachowiec, nie było odkładania terminów, i nie było okazji do narzekań. Wczoraj już prace zostały zakończone, a my zaś mamy  do uporządkowania całe mieszkanie. Pracę staramy się dozować, bo upały i nasze  "metryki" nie pozwalają na szybkie tempo . Ale po trochu będziemy się posuwać do przodu, chociaż nie zawsze udaje się trzymać planu. Mam nadzieję , że wkrótce zapomnimy o tymczasowych problemach, bo nowy wystrój balkonu cieszy oko.

    Kiedy jesteśmy zmęczeni pracą w domu, to chętnie uciekamy na działkę. W upały, prawda, jeździliśmy tylko wieczorami na podlewanie, i to musieliśmy pokonywać ogromne korki na drodze. Co tam nam urosło?  Ten rok nie należy do urodzajnych, bardzo opornie wschodziły ogórki, sałata. Nawet groch jeszcze nie dojrzał. Zawiodły mnie niektóre nasiona, takie jak cukinii, czy pietruszki, bo z nich dosłownie "nic" nie wykiełkowało. Jabłonki kwitły nazbyt skromnie i jabłek prawie nie będzie. Mamy kilka rządków ziemniaków ( eksperyment) , ładnie się panoszą w szklarni pomidory. Ale najbardziej  cieszyliśmy się z ładnych widoków, jakie oferowały nam na przemian kwitnące krzewy i kwiaty. 

 

 

 

 

      Chyba wielu ogrodników ze mną się zgodzi, że w tym roku w czerwcu królowały w ogrodzie piwonie, roztaczając swój niepowtarzalny aromat.  Były w tym roku, jak nigdy dorodne, i rozkwitły nawet tam, gdzie wiele lat z rzędu kwiatów nie dawały.


   Nawet nie spodziewaliśmy się, że nasze skromniutkie sadzonki pomidorów tak dobrze się poczują w gruncie. 




Niektóre pomidorki zadomowiły się w doniczkach, bo miejsca na wszystkie w szklarni zabrakło. 

Mamy też nadzieję, że "swoje" młode ziemniaczki będą wyśmienite.

         Robótkowe plany też ucierpiały. Przy bałaganie w domu, jaki powstał z powodu remontu, przy upałach nie ciągnęło mnie do włóczki. Prawda, honorowo zakończyłam swój termin "odwykowy" od kupowania włóczki  i korzystając z akcji w Dropsie zakupiłam co nieco.

Ale jednak coś małego poczyniłam ( usprawiedliwiam się). Takie zwierzaki powstają za pół godziny. 

 

 

 

 

       O książkach mogę napisać niemało, bo czytania nie zdradzam nigdy. Może ktoś skorzysta z moich opinii i porad.

Leila Meacham "Róże". Czyta się szybko i lekko, szybko się też ulatnia z pamięci. Pasuje na lekturę urlopową.

 Charlotte Link, trylogia: "Czas burz", "Dziki łubin" , " Niespokojne niebo". Saga rodzinna o niezłomnych kobietach z niemieckiej rodziny Dombergów.  Radzę, dużo opisanych wydarzeń historycznych dodaje ksiażce wartości.

Marcin Dudziński "Przeciwko bratu". Krótko - dobry, ciekawy kryminał.

 Maja Lunde  "Historia pszczół". Radzę wszystkim przeczytać koniecznie.  Dziwne, ale właśnie pszczoły są tym wspólnym ogniwem, co łączy w tej książce trzy czasowe płaszczyzny: Anglię 1857 roku, Stany Zjednoczone 2007 roku i Chiny 2098 roku. Więcej opisywać nie będę, aby nie odebrać potencjalnym czytelnikom pełni wrażeń. 

Nie mogę też ukryć swojego zachwytu serialem "Atypowy" . Z niecierpliwością czekam na czwarty sezon ( od 9 lipca). Świat oczyma autystycznego dziewiętnastolatka, i obok świat realny otaczających go ludzi. Cudowna gra autorów i ciekawe dialogi przykuwają uwagę i trzymają widza w napięciu.  Bardzo polecam.


         Życzę wszystkim tu zaglądającym udanych wakacji i urlopów, łagodnego słońca, smacznych deserów i ciekawych książek.


 

 

 





































    

wtorek, 27 kwietnia 2021

Gdzie ta wiosna?






             

 

        Mimo daty kalendarzowej, według której wiosna  musiała panoszyć się na całego i cieszyć nas łagodnymi promieniami słonecznymi oraz  wyganiać z domów na działki do kopania grządek, mamy dzisiaj taki oto widok zza okna:

          Śnieg pada od tygodnia, na zmianę mu pośpiesza deszcz, a wszystkiemu towarzyszy nieustający wiatr.  Tak jakby wszystko odbywało się według scenariusza Hitchcocka. Czasami wydaje się, że to jakiś za długo trwający zły sen. 

          Z doświadczeń wynika, że od połowy marca trzeba wysiewać nasiona na sadzonki, skoro marzy się nam jako taki urodzaj ze swoich krzaczków. Oczywiście, że marzy się, skoro jeszcze dotyczczas  z piwnicy przynosimy słoiki z kiszonymi ogórkami ze swoich zbiorów. Wysiałam w tym roku kilka rodzajów pomidorów, a w kwietniu i ogórki wzeszły. No i zaczęły się przygody z sadzonkami. Na początku tak cieniuchne, chude i długie sadzonki pomidorowe nie podawały wielkiej nadziei na przetrwanie, ale zaczęliśmy je we dnie wystawiać na balkon, gdzie chociaż niedługo, ale bywa czasami słońce, na wieczór zabieraliśmy wszystkie tace z doniczkami do kuchni, i na noc ustawialiśmy pod lampą. I tak po trochu nasze roślinki nabierają "ciała", a my patrząc na nie wierzymy, że nastąpią ciepłe wiosenne dni, że pojedziemy na działkę i strasznie sie napracujemy, aż przekopiemy grządki, zasadzimy sadzonki, wysiejemy nasiona. Wymęczeni i narzekający na ból w kolanie czy w plecach, wracając do domu będziemy się uśmiechać i mówić, że jednak jest to bardzo przyjemne zmęczenie. Przez takie coś przechodzimy co roku.

          


             Przy feriach wiosennych powstały takie króliczęta. Bardzo pasuje mi machanie  szydełkiem przy ogladaniu seriali. Te właśnie maskotki powstały, kiedy z rozpędu zaliczyłam aż trzy sezony serialu "Shtisel". Bardzo polecam, bo jakże inny i ciekawy świat poznajemy.




      Przy takiej pogodzie za oknem  oczka na ciepłe skarpety same  wskoczyły na druty. Poszły na te dwie pary różne nieduże moteczki. Chce się jak najszybciej tych resztek pozbyć, aby latem z czystym sumieniem zapełnić nowymi włóczkowymi zakupami trochę opróżnione pudła.





        Praca w szkole dotychczas była zdalną, i dla większości klas tak już pozostanie do końca roku szkolnego. Ale kiedy już dopasowaliśmy się do tej pracy, kiedy dopracowaliśmy sobie różne metodyki, kiedy maturzystom pozostało tylko kilka tygodni do matury, nasza pani minister od oświaty orzekła, że od 3 maja maturzyści mają powrócić do szkół, aby lepiej się przyszykować do egzaminów. I to ma się odbywać tak: zajęć w szkole tylko 50%, i w klasie nie więcej 10 uczni.  Swoich 55 dzieciaków (18-19 lat) , których teraz mam w trzech grupach będę musiałą rozbić na 6 grup. Podwoi się mi czas pracy. Uczniom polecą wszystkie dotąd opracowane rozkłady, bo jak będę podwójnie pracować z maturzystami, to muszę opuścić lekcje w innych klasach. Może tylko uratują nas  zajęcia wieczorno- nocne? Jednym słowem od poniedziałku czeka nas koszmar i chaos, który na pewno stworzy moc sytuacji stresowych. No i co tydzień nauczyciele muszą mieć "świeży" test na COVID. Więc jutro już mam wyznaczony czas na testowanie. Pierwszą porcję szczepionki (Astra Zeneca) zaliczyliśmy z mężem na początku kwietnia, druga dopiero pod koniec czerwca.

         Z uczniami swoimi bardzo chciałabym spotkać się na żywo, nawiązać ten tak niezbędny kontakt wzrokowy, porozmawiać o życiu, o ich gnębiących sprawach, bardzo wielu z nich potrzebuje takich rozmów. Ale nie wyobrażam sobie, że szkoła w stanie jest wszystko to ogarnąć w ciagu kilku dni, przerobić plany zajęć, rozkłady. Boję się, że jak zawsze, kiedy politycy zarabiają sobie kolejne  '"punkty" niby troszcząc się o los uczni, ci ucierpią najbardziej.

     Czas na przegląd przeczytanych książek. Douglas Kennedy  "W pogoni za szczęściem".  Ładnie i dostępnie opisana historia pewnej rodziny, której skrywane tajemnice córka stopniowo zaczyna odkrywać po pogrzebie matki. 

Hanna Krall " Na wschód od Arbatu". Świetne reportaże z różnych zakątków Związku Radzieckiego o latach 70-tych. Bardzo dużo uwagi ludziom, ich charakterom, tradycjom. Wiele  sytuacji opisywanych sama pamiętam i dlatego też z ciekawością przeczytałam.

Fredrik Backman zawładnął moją duszą po przeczytaniu książki  "Pozdrawiam i przepraszam". Wówczas zroazumiałam, że będę wyszukiwała następne i tak przeczytałam " Mężczyzna imieniem Ove", oraz "Britt-Marie tu była".   W tym roku natrafiłam na udioksiążkę "Miasto niedźwiedzia" . O wspaniałym języku autora nie muszę nikogo przekonywać, kto chociaż raz po jego książki sięgał. Autor w książce tak umiejętnie przekazuje atmosferę malutkiego szwedzkiego miasteczka Björnstad, tak dokładnie opisuje hermetyczność  jego mieszkańców owładniętych hokejem, a szczególnie losem drużyny juniorów, wprowadza czytelnika w ich domy rodzinne, aż stajemy się świadkami tragedii. Nigdy nie byłam fanką hokeju, ale po wysłuchaniu tej książki trochę bardziej rozumiem kibiców sportowych. Oczywiście z przyjemnością i w emocjonalnym napięciu wysłuchałam część drugą tej  książki "My przeciwko wam". Bardzo polecam wszystkie książki tego autora.

     Życzę wszystkim tu zaglądającym miłego oczekiwania na prawdziwą wiosnę, fascynujących robótek, ciekawych odkryć na półkach książkowych.











       

   





 

sobota, 13 lutego 2021

Pierwszy w 21-ym


            Na początku roku miałam dylemat, czym zająć druty, aby robótka była  aktualna i potrzebna od zaraz, aby sporo pochłoniła  resztkowych kłębków i moteczków, aby była z serii  "zwyklaków" co to i przy telewizji prawie sama się dzierga. Wiedziałam, że na pewno nie będą to skarpety, bo już po kilka niezbędnych par mamy, i zbyt mało włóczki przy nich ubywa. Chciało się jakichś nowych wrażeń i wyzwań i wybór padł na sweter męski.  Kiedy podejmowałam decyzję nie spodziewałam się, ze w tym roku zima zaskoczy nas długo trwającymi mrozami. Decyzja okazała się  trafna, bo  ciepły sweter w dzisiejszych warunkach jest bardzo na czasie.Włóczkowych  resztek zgromadziłam  co niemiara i to  różnego gatunku. Było niemało  Alize Lanagold, kilka kolorków Haapsalu, i jeszcze sporo różnych włóczek nieokreślonego składu z odzysku.  Ponieważ już od dłuższego czasu nie mogę zmusić się do zszywania dzianiny,  więc zaczęłam dzierganie od góry. Widział mi się sweter  w takie szerokie pasy, na jakie pozwolą zapasy odpowiednich odcieni włóczki. Łączyłam po kilka niteczek, aby trzymać się podobnej grubości nitki roboczej, i robiłam samymi prawymi oczkami. Jak zawsze zaliczyłam kilka pruć. Pierwszy raz prułam od samego początku, bo nie spodobał mi się kolor z jakim wystartowałam, potem dwa razy przerabiałam wykończenie  rękawów.  Na początku myślałam, że będzie to taki najzwyklejszy "pasiak", do chodzenia  po domu w zimne wieczory, ale z każdym dniem to, co wychodziło mi z pod drutów podobało sie coraz bardziej i nie zanosiło się na "kicz". 

       

             No i najważniejsze, że właściciel swetra  zaaprobował go, założył i był zadowolony. Prawda po pierwszej  przymiarce okazało się, że rekawy są za długie, po przeróbce były za szerokie i już ciut za krótkie, ale  po trzecim podejściu potrafiłam trafić z zamknięciem oczek na odpowiedniej szerokości i długości rękawa. Jak widać ze zdjęć, sweter jest  noszony i lubiany.




     Ponieważ jeszcze mnóstwo samotnych kłębuszków zalega w szafie, więc w wolnym czasie połączyłam kilka  odpowiednich włóczek wdług składu i zaczęłam nowa parę skarpet. No bo jak bez robótki oglądać skoki, przecież  nawet można po trochu dziergać  przy kolejnej partyjce w "scrable". Ostatnio co wieczór zasiadamy do tej gry, bo bardzo nas wciągnęła.

 

 

 

      O czytaniu moich słów kilka.

     Georgij Gospodinow " Fizyka smutku". Książka niezwykła, zmusza do głebokiej analizy nad przeczytanym. Trudno okreslić o czym ona jest. Biograficzne wspomnienia przeplatają się z postaciami mitologicznymi, bunt młodzieńczy pokazany na tle życia codziennego w czasach  Bułgarii komunistycznej. Perypetie życiowe są porównywane do błąkania się Minotaura w labiryncie. Książka, która przy czytaniu wymaga od czytelnika sumiennej pracy nad sobą.

     Joanna Bator  "Japoński wachlarz". Autorka spędziła dwa lata pracując na jednej z uczelni w Japonii. Opowiada nam, jak starała się podpatrzyć i poznać japońską kulturę i styl życia w tym kraju. Prowadza czytelnika wąskimi uliczkami Tokio, kusi opisami wykwintnych dań serwowanych na targu rybnym, otwiera tajemnice teartu Takarazuka, gdzie kobiety graja męskie role.

    Yoko Ogawa " Ukochane równanie profesora".O głębokim  szacunku do starszego pokolenia, o przyjaźni i o  miłości do najciekawszej nauki matematyki. Tytułowy bohater po wypadku cierpi na zaniki pamięci. Pamięć powraca tylko na  osiemdziesiąt minut...

   Victoria Hislop " Pwrót". Książka w której jest miłość, gorące rytmy flamenco, ból, utrata, bratobójcza wojna domowa.  Początek powieści jest najsłabszym miejscem, bo zalatuje "lekkim romansidłem". Jednak część powieści, w której autorka opisuje czasy wojny domowej i losy rodziny Ramirezów wynagradza cierpliwośc czytelnika. 

       Życzę ciepłych wieczorów zimowych z dobrą książką...