środa, 22 lutego 2017

O horrorze z domofonem


    Dzisiaj środa, dzisiaj krótka relacja tygodniowa o przerobionych motkach i przeczytanych stronicach. Dzisiaj spotkanie u Maknety, które nas nie tylko łączy, ale i mobilizuje do czynów. Lubię środy.

       Z zakupionych motków sznurka powstała torba dla bardzo miłej i sympatycznej koleżanki. Dziergało się bardzo szybko i prawie bez prucia. Z reakcji właścicielki torby zrozumiałam, że napewno jej dogodziłam i i sprawiłam niemałą radość.
      Teraz w głowie powstaje projekt czarnej torby dla mnie.




















                          Kolor jest w rzeczywistości bardziej ciepły, zbliżony do cappuccino.

         O czytaniu moim słów kilka. Raczej jestem przeciwniczką literatury mistycznej i książek z upiorami i czarownicami staram się unikać.  Ale po przeczytaniu "Domofonu" Zygmunta Miłoszewskiego muszę zmienić swoje zdanie, bo książka z bardzo mocnym "dreszczykiem" bardzo mnie wciągnęła. Mimo, że pełno w niej wypadków mistycznych, to jednak  według mnie  autor chce zwrócić uwagę czytelnika na współczesne stosunki społeczne:  wyobcowanie i zamknięcie się w swoim świecie, obojetność na problemy najbliższych... A kiedy czytamy o atmosferze panującej w bloku na Bródnie, o starych pomieszczeniach piwnicznych, to jakby zanurzamy się w rzeczywistości, która gości jeszcze w wielu miastach. Książkę polecam tym , kto lubi dobry  kryminał psychologiczny.
          Serdecznie pozdrawiam z Wilna. U nas dzisiaj  na krótko próbuje powrócić zima. Ciepłej wszystkim atmosfery życzę.


środa, 15 lutego 2017

Przyjazne Polakom Sapporo


    Szczęśliwy traf? Przeznaczenie?  Cud?   Jak można opisać to, co stało się w ubiegłą sobotę w
Sapporo. 45 lat temu Wojciech Fortuna właśnie w Sapporo zdobywa złoty medał olimpijski i staje się mistrzem świata. I proszę- powtórka. Znowu 11 lutego, znowu Polak poszybował ze skoczni tak, że został  najlepszym. Wielkie brawa dla Maćka. Koty muszą dobrze skakać. Krótki fotoreportaż z Kotem w roli głównej.

 
                                      Ostatnie chwile  skupienia przed "złotym" skokiem.

                                                    Stefan Horngacher dał "zielone".









 Na konferencji prasowej








   Fotosesja zwycięzcy                                                            




     Dawno już planowałam udziergać kotka. A tu zaistniała sytuacja wymusiła na mnie tą robótkę. Po udanym zwycięstwie Stocha w Zakopanem powstała "sowa Kamila"   tu. Tylko tak sobie myślę, co ja pocznę, jeżeli wygra Piotr Żyła. 

  O planach na najbliższą przyszłość. Sznurek zakupiony, muszą powstać dwie torby i kilka pojemniczków.




Biblioteczne półki na nowo sprawdzone i przeszukane.



  Na środowe spotkanie u Maknety  Teraz czytam Wiesława Myśliwskiego " Kamień na kamieniu". Płynna proza i mistrzowska narracja autora  potrafi przenieść czytelnika do wsi, w której każdy kamień, to historia.  Razem z bohaterem Szymkiem Pietruszką wędruje się  po wioskowej drodze, razem z mieszkańcami wsi zasiada  się do wieczerzy. Po "łuskaniu" fasoli  książka wydaje się bardzo "wąska', bo dotyczy tylko życia rolników. Może komuś wydać się nudnawą, ale jeżeli ktoś w swoim dzieciństwie zaliczył z rzędu kilka lat wakacji letnich" u babci na wsi",to znajdzie w niej i zapach świeżoskoszonej trawy i pełno innych nostalgicznych wspomnień z tamtych czasów. Czytam, wspominam, porównuję...

     Wszystkim, komu udało się przeczytać ten tekst, życzę dobrych dni, ciekawego zajęcia, nowych wrażeń.





środa, 8 lutego 2017

A może się uda...


       Nie jestem z tych, co to tracą głowę w sklepach i czerpią energię z samego procesu kupowania. Zazwyczaj mam konkretny cel, kiedy wybieram się na zakupy, i każdy mój nabytek jest dobrze przemyślany. Jednak ostatni wypad do supermarketu zaprzecza wszystkim moim zasadom. Przy zakupach żywności natknęłam się przy stoisku z ważywami na rozmaryn w doniczce. Bardzo lubię wszelakie przyprawy, i dlatego  roślinka  powędrowała do koszyka. Wszystko w porządku, bo lubię kiedy w kuchni na parapecie jest zielony akcent. Ale... na tym sie nie skończyło. Na stoisku z nasionami ładne kolorowe paczuszki przykuwają moją uwagę. I co ja widzę. Przecież to nasiona przypraw, które można wysiać wczesną wiosną  w domu, a potem sadzonki przenieść na działkę. Oczywiście kupuję : melisę, rozmaryn, tymianek, bazylię i lewandę. Bardzo zadowolona z siebie i z zakupów pędzę do domu. Rozpakowuję torby, krzaczek rozmarynu roztaczający przecudny zapach ląduje na parapecie, a wzrok mój zatrzymuje się na opakowaniach nasion. I tu napływają wspomnienia z moich ogrodniczych "eksperymentów": Przecież jeszcze nigdy dotąd  nie udało mi się wyhodować sadzonek z nasion, i przyrzekałam sobie nie imać się tych prób więcej. Przecież nasze okna wychodzą na północ i światła dziennego wyrażnie nie wystarcza. Trzymam te paczuszki z nasionami w ręku  i rozumiem, że kupiłam to wszystko pod wpływem emocji, bo widocznie za bardzo nawąchałam się w sklepie rozmarynu. Ale każdy problem potrzebuje trochę czasu, aby przestał być problemem. Więc zaczynam  szukać rozwiązania i przypominam sobie, gdzie jest odpowiednio oświetlony parapet. Ależ w pracy,w naszym pokoiku metodycznym mamy okno wychodzące na wschód i z rana dobrze oświetlone. Ponieważ do pracy mam tylko 100 metrów od domu, więc założenie ogródka nie sprawi mi trudności. Nazajutrz zapoznałam ze swoimi planami ogrodniczotwórczymi koleżankę, z którą dzielimy pokój. Ona na to przyklasnęła w ręce i uradowana powiedziała : " Pięknie, ty będziesz uprawiać, a ja z chęcią  z tego skorzystam". Nic nie powiedziałam  jej o tym, że dotąd nigdy jeszcze niczego nie udało mi się wyhodować z nasion. Niech żyje nadzieją, tak jak ja...
 
    A teraz dla spotykających się u Maknety we środy. Robótkowo byłam przy małych projektach czyli przy szydełkowaniu zabawek, bo wszyscy takowymi obdarowani bardzo się cieszą. Moja serdeczna przyjaciółka ze szkolnej ławy też zamówiła sobie na urodziny  misia. Więc zaczęło sie od misiaczka, a potem chciałam wypróbować coś nowego.
    Kiedy widzę ludzi z psami na spacerze, to mimowolnie powracam do czasów, kiedy mieliśmy naszego Kolta-  mądrego i oddanego wilczura. Niestety Kolt już pozostał we wspomnieniach, a mnie
coś natchnęło, że muszę udziergać pieska. Z wilczurem bym nie poradziła, ale za jamnika się zabrałam. I tak powstał nowy prezent dla kogoś.






















 













    Nie należę do gorliwych emancypantek, ale zauważyłam ostatnio, że  trafiają mi się przeważnie książki napisane przez kobiety. I fakt ten mnie bardzo cieszy. Mimo wielkiej ilości wybitnie "lekkiej kobiecej" literatury, która raczej wychodzi z pod pióra kobiecego, jest  bardzo dużo książek o zagmatwanych losach kobiecych, które tak prawdziwie przekazać moga tylko te, które tego zaznały. Do takich książek mogę zaliczyć " Listy miłości " Marii Nurowskiej. Książkę niemożliwie odłożyć, o niej nie można zapomnieć. Historia napisana w formie listów pokazuje w jakich niewiarygodnych sytuacjach mogą znależć się ludzie w czasie wojny, jak okropnie są łamane losy kochających sie ludzi  po wojnie.  Mimo wszystkich doznań i upokorzeń i Krystyna, i Marysia potrafią w najtrudniejszych chwilach nie stracić ludzkiej godności.  Książkę "podpatrzyłam' u Kamilli, i bardzo się cieszę, że nie odłożyłam jej na dłużej.

  Wszystkich zaglądających na te strony  serdecznie pozdrawiam z mrożnego dzisiaj Wilna.




czwartek, 2 lutego 2017

O przeczytanym krytycznie



      Wracam po dwutygodniowej przerwie. Przechwalałam się wszystkim, że  nie pamiętam kiedy  ostatnio byłam  na chorobowym. Rzeczywiście, przynajmniej  z dziesięć lat nie dawałam się ani przeziębieniom, ani grypie. I oto w ubiegłym tygodniu, po prostu byłam zmuszona zwrócić się do lekarza, bo nie dałam już rady z okropnym kaszlem i katarem. Postanowiłam, że kilka dni w łóżku dobrze mi zrobi, bo bardzo dziwnie wygląda w szkole nauczycielka kichająca na wszystkich. Jak wylądowałam w łóżku, to oczywiście z książką w ręku. Spało się i czytało, czytało i spało...Oto co zaliczyłam za ten czas i czym chcę się podzielić z towarzystwem od Maknety.

    Romain Sardou " Panna France". W okupowanym przez Niemców Paryżu, w ekskluzywnym burdelu pojawiła się tajemnicza panna France. Ruch oporu, paryska codzienność faszystowskiej śmietanki, co to nie chce na front wschodni- temat dośc często podejmowany jak w kinie, tak i w literaturze. Mimo wszystko, książka posiada dużo walorów poznawczych i warto ją przeczytać.

  Syrie James "  Tajemnicze pamiętniki Charlotte Bronte" (The Secret Diaries of Charlotte Bronte by Syrie James) Nie wiem, czy jest przekład na polski, bo czytałam po litewsku. Książka, która mnie najbardziej zachwyciła.  Jest to biograficzna powieść o rodzinie Bronte. Autorka przedstawiła nie tylko dużo szczegółów z życia trzech sióstr-Emilii, Anny i Szarlotty, ale też bardzo dokładnie pokazuje życie codzienne  środowiska małomiasteczkowego w połowie XIX wieku w Anglii. Trzy inteligentne, zaradne  córki pastora marzą o karierze literackiej, wydają swoje powieści i wiersze podpisując się męskimi imionami. Czyta się bardzo lekko, całkowicie zanurzając  z bohaterami w otaczającą ich atmosferę . Polecam książkę jak najbardziej.

  Remigiusz Mróz "Behawiorysta". Pamiętam, jak byłam zafascynowana trylogią o komisarzu Forście.
Dlatego też tak wielką nadzieję pokładałam w jednej z najnowszych powieści. Niestety autor  rozkoszuje  się  opisując straszne  sceny tortur powtarzające się na przeciągu całej historii. Bohater sadysta ciągle donosi do czytelnika ,że społeczeństwo osiągnęło już takie dno, iż niedługo wszyscy się wyniszczymy wzajemnie.  Po przeczytaniu kilku stronic nie opuszcza już przygnębienie, bo ani zapomnieć tego się nie da, ani pozostać obojętnym. W nasze dni, kiedy niestety ciągle dosięgają nas informacje o tragicznych wydarzeniach na świecie, o masowych zagładach, nie chce się dodatkowo o takich historiach czytać. I w końcu książki zaskakuje  nielogiczne, nierealne  rozwiązanie.  I to ma być relaks z książką? Dlatego nie polecam ,szczególnie matkom małych dzieci, ludziom wrażliwym, nadpobudliwym, i wszystkim tym, kto sięgając po ksiażkę czeka miłych wrażeń.

       A co z piórkowym? Gotowy, grzeje..






 Życzę wszystkim "zdrowych " zimowych dni i dobrze dobranej literatury.

czwartek, 19 stycznia 2017

Coś się dzieje...


    Tydzień już za nami, trochę się czytało, trochę się dziergało. Czas na relacje czytelniczorobótkowe przy spotkaniu u Maknety.
     Będzie dzisiaj o książce  Isabel Allende "Podmorska wyspa".Odważnie sięgam po książki tej autorki, bo jeszcze mnie nie zawiodły. Przy czytaniu tej powieści  całkowicie zanurzyłam się w atmosferę osiemnatowiecznych wydarzeń na wyspie Santo Domingo. Bogatemu włascicielowi ziemskiemu  została sprzedana dziewięcioletnia  niewolnica Zarite. O czym ta powieść? O losie tej dzielnej dziewczyny, co to całe życie marzy o wolności, o niewoli i swobodzie, o wojnie i obyczajach panujących na wyspie i w Nowym Orleanie, o wierze i nadziei.



   Teraz przerzućmy się na inny temat. Piórkowego przybywa, pogoda sprzyja noszeniu takich ocieplaczy ciała. Bardzo nieśmiało kiełkuje w mojej głowie myśl, że to ja taki sweter założę, no bo ...
Ale po moich wahaniach wyłuszczonych na  blogu otrzymałam od koleżanek takie wsparcie, że postanowiłam: dziergam i nosić będę.  Wczoraj  zaś czytam  ostani  post u Czajki i co ja widzę. Moje obawy potwierdziły się u niej przy przymiarce cieplutkiego szarego sweterka. Ale jak zawsze potrafiła to opisać z wielka  dawką humoru. Poczytałam, pośmiałam  się  chwilę, a potem przypomniałam sobie, że dziergać, to ja dziergam, ale jeszcze nie próbowałam przymierzyć, i jeszcze niewiadomo, czy nie trzeba będzie  pruć. Więc dzisiaj założyłam to, co jest pokazane na zdjęciu, i bardzo ucieszyłam się, że trafiłam z rozmiarem. Prucia nie będzie, chociaż modelowanie reglanu i rekawa odbywa sie na oko.I nawet nie za bardzo wystraszyłam się tego odbicia w lustrze. Więc trzeba zmobilizować się do zakończenia robótki. 
























      Pozdrawiam wszystkich , kto " przypadkowo" czy "nieprzypadkowo" trafił na tą stronę i życzę pomyślnych dni.




środa, 11 stycznia 2017

O sowie i fasoli


     Od tego dnia, kiedy wzeszła gwiazda Adama Małysza zawody w skokach narciarskich są w naszym domu najbardziej oglądanym  sportem zimowym. Z wielką nadzieją śledziliśmy wyczyny Kamila Stocha na Olimpiadzie. Razem ze wszystkimi "smuciliśmy się "kilka lat z rzędu, kiedy to chłopcom z Polski nie bardzo sie wiodło na skoczniach. Aż nadeszły znowu dobre czasy dla kibiców. W ubiegły piątek, kiedy rozstrzygały się losy Pucharu czterech skoczni, akurat z ostatniej piłeczki tenisowej dziergałam sowę, bo już kotów było aż 5, co to rozeszły się po domach. Więc sowa, która powstawała w tak ważnym momencie musiała być nazwana na cześć zdobywcy Pucharu. A więc przedstawiam szydełkową sowę Kamilę.




















     Ponieważ na dworze mróz, trzeba ubierać się odpowiednio ciepło. Kilka "piórkowych" udziergałam, ale nie dla siebie. A w zapasach włóczkowych miałam po 5 motków Brushed Alpaci Silk w dwu kolorach. Mam obawy, że nie odważę sie w "piorkowym" pokazać  na ludziach, ale dziergać mimo wszystko zaczęłam. Chociaż nawet widziałam na blogach kilka pań odpowiednio "puszystych", co to udziergały sobie sweterki z takiej włóczki i odważnie je na sobie  prezentują. Na razie "piórkowego " jest tylko tyle, ale dzierga sie bardzo szybko, bo do tego motywuje mróz za oknem.








      Na środowe spotkanie  u Maknety chcę w kilku słowach przedstawić książkę Wiesława Mysliwskiego "Traktat o łuskaniu fasoli". Jeżeli na początku czytania , po kilkunastu stronach miałam zamiar tą książkę odłożyć, to już po kilku godzinach nie mogłam od niej się oderwać. Filozoficzne rozważanie o życiu, o roli człowieka na tym świecie, o przeznaczeniu snuje człowiek łuskający fasolę wraz z tajemniczym gościem. Rozważania o tak ważnych wydarzeniach w historii kraju, czy też w jego życiu, z ust mówiącego płynie jak rzeka, nad którą w domku letniskowym mieszka nasz bohater.
Jeżeli jeszcze ktoś tej "fasoli" razem z bohaterem "nie łuskał', to bardzo książkę polecam.

    "Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość drogi panie nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi."

     Chciałoby się jeszcze poznać książki tego autora, bo polubiłam  jego styl przekazywania informacji.

    Życzę wszystkim czytelnikom bloga dużo dobrych chwil przy ulubionym zajęciu.
    

środa, 4 stycznia 2017

Debiut poduszkowy




          Pierwszy wpis w nowym roku, pierwsza środa u Maknety , pierwsza udziergana poduszka, oraz pierwsze książki na liście przeczytanych już w tym 2017 roku.
           Zacznę od robótki. Od dawna planowałam "ubrać" poduszkę w dzianinę. Ogladając na blogach prace innych podejrzewałam, że musi być to bardzo przytulne, mięciutkie, no i dodające szyku każdej kanapie. Akurat przed Sylwestrem wpadła mi do rąk włóczka, która dostałam od koleżanki z Niemiec, i która do niczego mi nie pasowała, bo było tego tylko cztery moteczki po 50 g, i do tego jeszcze "akryl", z którego raczej ubrań nie dziergam. Wzorek wybrałam jak najprostszy, żeby raczej w świąteczne wieczory zbytnio schematami sobie głowy nie zawracać. Na każdą stronę zużyłam po dwa moteczki, a akurat były w dwóch kolorach: brązowym i beżowopopielatym. I tak to przy telewizorze, ogladając wyczyny polskiej drużyny na skoczniach narciarskich, kibicując dzielnym chłopcom, " poczyniłam" swój pierwszy "produkt' robótkowy w tym roku. W rzeczywistości jest o wiele ładniejsza, aniżeli na zdjęciu. Nasuwa mi sie pomysł, aby  taką poduszką przy okazji obdarować  bliską mi " solenizantkę".



































































  Teraz o czytaniu. W grudniu stosunkowo mało przeczytałam, bo byłam zbyt zajęta szydełkowaniem. Ale czas prezentów już minął  i z przyjemnością dużo czasu poświęcam  na czytanie. Udało mi się już w styczniu zaliczyć dwa kryminały.

 











 Pierwszy, to Harlan Coben " Głeboko w lesie". Nic nadzwyczajnego, ale znając twórczość tego autora spodziewałam się  rozwikływań  tajemnic kryminalistycznych  z odległej przeszłości. Przy okazji poznajemy szereg ciekawych charakterów, oraz różne podejście ludzi do poczucia winy  z powodu złożonych nieprawdziwych zeznań. Nie wiem, czy jest ta książka przełożona na język polski, czytałam po litewsku, ale miłośnikom kryminałów mogę jś śmiało polecić.
       Drugą zaś ksiażką była głośna "Dziewczyna z pociągu" Pauli Hawkins. Przed samym czytaniem natknęłam się na bardzo negatywną opinię o tej książce, co jeszcze bardziej mnie do czytania pobudziło. No i nie mogłam od książki oderwać się.  Bardziej  aniżeli wątek przestępstwa, zaciekawiła mnie postać Rachel. Byłam po stronie tej kobiety, odrzuconej prawie przez wszystkich, próbującej w samotności  toczyć  bezmyślną walkę z nałogiem. Czytałam, że film jest wogóle beznadziejny, dlatego postanowiłam , że go raczej nie obejrzę, bo książkę przeczytałam jednym tchem i chcę przy takiej jej ocenie pozostać. Ile ludzi, tyle opinii, i każdy ma prawo mieć swoje zdanie.
        Nie robiłam rocznego bilansu ze swoich prac robótkowych na blogu, bo jeszcze o nich pamiętam, i prawie wszystkie prace były pokazane. Przeczytanych książek lista tez grzeje mi serce, ale i o tych książkach też pisałam, i nie chce mi się powtarzać.  Ale nie mogę nie podsumować tego roku, jako roku, co to przyniósł mi nowe, tak bardzo mi potrzebne znajomości. Cieszę się serdecznie, kiedy widzę ładne prace, czy ambitne projekty nowopoznanych koleżanek blogowych, z niecierpliwością czekam na ich wpisy. U jednej śledzę sliczne, co tydzień powstające karteczki, zachwycam sie piórem innej przy opisywaniu przeczytanych książek. A czasami łapie się na myśli, że z niektórymi mam tak podobne spojrzenie na świat. Więc bardzo się z tej przyjażni  cieszę, bardzo ją cenię. Wszystkim i sobie również,  życzę, aby w tym roku nie zabrakło nam pomysłów na nowe prace, aby starczyło czasu na dobrą książkę, abyśmy umieli i chcieli wysłuchać innych, aby najwiekszym naszym problemem był problem: jakimże to wzorem mamy dziergać? Serdeczne pozdrowienia z zaśnieżonego Wilna.