Translate

środa, 4 marca 2026

Już niby wiosenne, a jeszcze zimowe Wilno


       Zacznę od dzisiejszego spaceru do pobliskiego jeziorka, gdzie spodziewałam się napotkać  więcej oznak  nadchodzącej, chociaż bardzo nieśmiało, wiosny. Mimo, że we dnie mamy już temperaturę powietrza powyżej zera, to jednak w nocy -2C -5C wstrzymuje topnienie śniegu, którego nadal mamy pod dostatkiem, szczególnie poza miastem.  

 

                                        

  Te zimowe pejzaże przekonały mnie, że jeszcze mogę spełnić prośbę jednej z czytelniczek moich blogów. Otóż zostałam poproszona o pokazanie  zimowego Wilna. Więc chciałabym tym samym przekonać wszystkich że te nasze Wilno jest po prostu pprzepiękne o każdej porze roku. A tej zimy wyglądało tak.

 

 

 








   Na pewno wielu z was pozna widziane już obiekty i zakątki naszego pięknego miasta. A jeżeli ktoś jeszcze tu nie był, to zapraszam , warto przyjechać.

     Jak zawsze trochę relacji z rękodzielnictwa. W ubiegłym roku na wiosnę obdarowałam swoją córkę Alicję  cieniutkim sweterkiem "pajęczynką" z moheru. Wyrób się udał, ale zostało mi kilka motków, które nie pasowały jako dodatek do żadnego innego projektu, więc dokupiłam jeszcze dwa moteczki i postanowiłam, że też mogę mieć swoją "pajęczynkę". Ostatnio nie kupuję żadnej włóczki, trochę uszczuplam  zapasy, więc też przyszła kolej na realizację planów moherowych. I tu mam problem, rozumiem, że musi to być bardzo przemyślany projekt, bo i tak dzianina dodaje mi objętości, a moher tym bardziej, bo się  puszy. Nie miałam pojęcia jak do tego się zabrać, jakim wzorem dziergać. Ponieważ bardzo dużo dziewiarek prowadzi blogi naYou Tube, więc zaczęłam wyłapywać blogerki o puszystych kształtach i podpatrywać co i jak  tworzą dla siebie. I znalazłam. Na blogu Tatjany ujrzałam ją w ładnym obszernym moherowym swetrze, który absolutnie nie dodawał kilogramów, a ładnie prezentował się na właścicielce. Pojęłam, że musi być odpowiedni kształt swetra, aby rękawy imitowały kimono, wtedy powstaje potrzebny luz w biuście. Robi się taki sweter od góry, na ramieniu dodawałam w każdym rzędzie po oczku. U kilku autorek nazywano taki wyrób "kokonem". Podobnie robiłyśmy swetry u Reni Witkowskiej, tylko tu rękaw nie z nabieranych oczek, a tylko jak w reglanie wykańczany po zrobieniu ciała. No i chciałam mieć duży golf, przy układaniu którego można różnie improwizować. Zużyłam 115 gramów Kid Silk Moheru od Dropsa, nr 27. Robiłam drutami 3,75. A tu wynik mojej dwutygodniowej pracy. Po blokowaniu okazało się, że chce się skrócić o kilka cetymetrów jak długość swetra, tak też i rękawy. Zachciałam, sprułam, skróciłam.





 

 

 

 


  A teraz czytelnicze rozmyślania.

  Charlotte McConaghy "Mroczny dziki brzeg".  Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, wszystkich jej bohaterów polubiłam, rozumiałam ich, im współczułam.Na malutkiej wyspie u wybrzeży Antarktydy ojciec i trojga dzieci pełnią bardzo szlachetną, humanitarną misję. To kolejna powieść tej pisarki, która zanurza czytelnika w głębokie refleksje. Polecam bardzo, wszystkim...

    Remigiusz Mróz "Węzeł czasu". Książka nie dla mnie. Zrozumiałam to po kilkudzieięciu stronach. Nie przekonały mnie poczynania superbohaterki, która przeniosła się z Opola  2025 roku  do Oppeln w 1931 rok, aby zabić Hitlera. Chyba nie sięgałabym po tą książkę, ale jutro w Domu  Polskim  w Wilnie będzie spotkanie w klubie książki, aby omówić właśnie tą powieść. Bardzo jestem ciekawa, jak się to będzie odbywało, więc  zarejestrowałam się i dlatego sumiennie przeczytałam. Nie śpieszę z polecaniem.

   Z noblistów Tomas Mann "Czarodziejska góra''. Jestem w toku słuchania drugiego tomu z  audiobooka. Mam bardzo mieszane uczucia, bo bardzo dużo róznorodnych filozoficznych wątków się omawia, nie zawsze potrafię zanurzyć się w atmosferę powieści. Wytrwam i dosłucham do końca, bo czuję, że warto.

      Wszystkim tu zaglądajacym życzę miłych, radosnych wiosennych wydarzeń i odpowiedniej dla każdego czytelnika literatury.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Sanie latem...

        Uzbierało się trochę zakończonych robótek, więc już czas podsumować moje tegoroczne zmagania z drutami i włóczką. Logicznie, że w styczniu powstała zimowa czapka dla synowej (powtórka z mojej różowej  tu). Znowu zrobiona  z Limy i Kid Silk od Dropsa, tylko, że teraz w niebieskim kolorze.  

 

                                             

                                                                                

  Czapka już dotarła do Warszawy. Razem z czapką do paczki trafiły ciepłe skarpety z Fiesty od Dropsa. Lubię tę włóczkę w robocie, bo jest z tych grubszych i dlatego szybko z niej skarpety powstają. 

                                                        

  Z Opalu zaś zrobiłam takie optymistyczne pasiaki.

 

       A z Naco Boho powstała następna para:

 

 


   No i niespodziewanie od zimowych aksesuarii przerzuciłam się na wybitnie letni projekcik. Chyba część z nas pamięta przysłowie: "Szykuj sanie latem...". Właśnie, że latem będąc w pasmanterii przypadkowo wrzuciłam do koszyka kilkaset gramów tasiemkowej włóczki bawełnianej w kolorze szampana. Nawet nie miałam konkretnego planu na nią. Akurat w czasie  największych mrozów  zaczęłam kombinować, co można z tej ilości włóczki udziergać. Już po wykonaniu próbki zrozumiałam, że muszę jeszcze  dodać jakieś niteczki, aby starczyło na mały wyrób. Pokombinowałam z kolorami i dobrałam do towarzystwa motek bladróżowej bawełny i resztki szarej. Aby było trochę weselej, w paski szarej wrabiałam niteczkę z cekinami. Zaczęłam od góry reglanem, przypadkowo wrabiając  kolorowe paski. Cieszę się, że akurat starczyło mi na takiej długości rękawka, które co nieco potrafią ukryć. Wykorzystałam włóczkę co do centymetra. Co z tego powstało? A więc  zupełnie jestem zadowolona z wyniku, chociaż trafiło się kilka niedociagnięć, zaś z rozmiarem trafiłam w sam raz. Trudno jest  nie trafić, skoro robiąc od góry można co rusz robótkę przymierzyć. Mam kupiony specjalny dziewiarski giętki  drucik, na który z łatwością przerzucam oczka, rozciąguję wyrób do planowanej szerokości i mierzę w trakcie roboty kilka razy. A teraz migawki z fotosesji.  

   


                                                                   

 

 

        Z moich "półek książkowych" kolejne  przeczytane pozycje i polecenia miłośnikom literatury.

 Michał Smielak "Śnieg przykryje"  Historia o dzieciach z patologicznych rodzin, których potem całe życie prześladuje cień "ojców potworów" doprowadzajacych swe rodziny do tragicznych finałów. Polecam miłośnikom kryminału z psychologicznym wątkiem.

 

 Jakub Małecki " Obiekty głębokiego nieba" Lubię ksiażki tego autora. W kolejnej powieści śledzimy losy młodej rodziny, gdzie dwojga ludzi uciekając od codziennej rutyny potrafi w poszukiwaniu nowych form zaistnienia przekroczyć wszelkie możliwe granice współistnienia. Bardzo polecam .

 Stefan King "Cmętarz zwieżąt" Właśnie z takimi błędami gramatycznymi jest tytuł tego horroru.Bardzo długo  byłam przekonana, że książek tego autora nie potrafię przyjąć. Po pierwszej przeczytanej, " Mercedes", zmieniłam zdanie i przeczytałam jeszce kilka. W tym roku uznałam, ze chyba już dojrzałam do najbardziej znanej jego powieści "Cmętarz zwieżąt". Bardzo umiejętnie autor zagęszcza atmosferę i dozuje czytelnikowi "ciarki". Mimo strasznych scen, powieść tak się rozwija, że w końcu rodzi się współczucie i obawa o los bohaterów. Polecam miłośnikom horrorów, chociaż ten jest taki z łagodniejszych. 

 Magdalena Grzebałkowska "Dezorientacje" Czytając oderwałam się od rzeczywistości, i razem z bohaterką, czyli z Marią Konopnicką, wędrowałam po polskich wsiach, Warszawie  i licznych  miastach Europy. Niezwykły życiorys, niezwykłej kobiety... Polecam bardzo.   

  Uketsu  " Dziwne obrazki" Bardzo dziwny kryminał. Dziewięć bardzo dziwnych obrazków doprowadzą  do przestępcy. Każda kreska, każdy szczegół na obrazkach tworzył mnóstwo interpretacji zdarzenia, które rozegrało się w przeszłości. Czytało się lekko, z przymróżeniem oka, ale po podobne książki na razie nie sięgnę. 

 Wszystkim tu zaglądającym życzę dobrych książek, lub innego miłego spędzania wolnego czasu. Biegnę do telewizora, bo zaraz będzie skakać w duetach Kacper Tomasiak, a on potrafi nie tylko skoczyć, ale i "zaskoczyć". 

 

 

       

 
 
 
 
\                
 
 
 
 
 
 
 
 




       

 

 

sobota, 31 stycznia 2026

Powrót do zimnej rzeczywistości


      Pochmurne i szare grudniowe dni zachęciły nas do zarezerwowania tygodniowego wypoczynku w Egipcie. Pomysł był jak najbardziej udany, bo  tegoroczny styczeń zaskoczył nas wszystkich, a szczególnie drogowców, obfitym śniegiem i mrozami. Wyruszaliśmy na lotnisko o poranku, kiedy termometry w Wilnie wskazywały -15 C. Egipt powitał nas zaś bardzo przyjaźnie słoneczną i ciepłą pogodą. W tym roku wybór nasz padł na  hotel w miejscowości Szarm al Szejch, bo w lutym ubiegłego roku w Hurgadzie trafiliśmy na wietrzną pogodę. 

      Byliśmy mile zaskoczeni  lokalizacją hotelu, jak i panującą tam przyjazną atmosferą. Terytorium hotelu zadbane, mnóstwo miejsca do wypoczynku, sprawnie obsługujące klientów bary, uprzejma obsługa. No i trzeba jeszcze dodać, że bardzo smakowały nam dania podawane w restauracjach hotelu, codziennie były dania kuchni morskiej, soki ze świeżych owoców, oraz mnóstwo słodyczy na deser. Prawdziwa uczta dla żołądków. Ponieważ hotel nie był wypełniony na 100%, więc walk o leżaki nie prowadzono. Najcieplejszy był dzień, kiedy mieliśmy w cieniu 27C. Nasze sześcioosobowe towarzystwo kąpało się codziennie, bo woda ponad 20C nie wystraszyła nas. Bardzo szybko upłynął nam czas, wypoczęliśmy, na krótko zapomnieliśmy o mroźnej tego roku zimie, trochę pozwiedzaliśmy. Bardzo jesteśmy zadowoleni, że udało sie trochę uzupełnić te zapasy witaminy D. Aby nie być gołosłowną wrzucam trochę zdjęć z podróży. 


 

 








 

                                                                                     

 

 

 

 

 

                      

 

 

 

 

 

 

 

     W samolocie, jak też na plaży niemało się czytało. Więc mogę się pochwalić, że książkowo styczeń tego roku jest urodzajny. O niektórych pozycjach chciałoby się napisać konkretniej. 

     "Korzenie" Alex Haley. Dostałam na gwiazdkę od dzieci, 800 stron drobną trzcionką. Postanowiłam ją koniecznie przeczytać przed wyjazdem, bo w drogę zabieram tylko czytnik. Z rezerwą podchodziłam do powieści, bo było wiadomo, że to książka o niewolnictwie, więc będzie się czytało z ciężkim sercem, a jeszcze jest tak ogromna objętościowo. W rzeczywistości od pierwszych stron całkowicie mnie książka pochłonęła. Opisane tradycje i warunki życiowe ludzi w niewielkiej wiosce w Gambii ukazują nam, jak  już w połowie 18 wieku w tej społeczności były przemyślane i  rozstrzygane różne problemy i sprawy życiowe. Istniał swój sąd, bardzo odpowiedzialnie podchodzono do wychowywania chłopców na mężczyzn, kolektywnie dzielono się zapasami w okresach wielkiego głodu. Właśnie w takiej atmosferze rodzi się i rośnie w tej wiosce  jeden z głównych bohaterów Kunta Kinte, który zostaje porwany przez handlarzy niewolników. Młodzieniec wyrwany z wolności trafia do niewoli, rozpoczyna swoje nowe życie pełne tragedii. Śmiało mogę powiedzieć, że dawno już takiego wstrząsu po przeczytaniu ksiażki nie doznawałam. Teraz przekazałam tą "cegłę" koleżance, i ona też w niej przepadła...

" Cały ten błękit" Melissa da Costa I znowu wspaniała książka z tych trudnych, ale jak wspaniale ukazujaca, iż ból, rozczarowanie, tragedie mogą porodzić nowe uczucia. Dwie złamane życiowo osoby umawiają się mailowo, aby wspólnie wyruszyć kamperem w podróż w "nieznane", aby razem przejśc przez moc wyzwań...Polecam.

"Idealny syn" Freida McFadden,. Lubię książki tej autorki, i mimo iż ta nie jest tak  pociagająca jak poprzednie, to jednak przeczytałam ją i nie żałuję poświęconego na to czasu. Bardzo współczułam matce głównego bohatera, bo na barki tej kobiety ciągle spadają wychowawcze problemy. Prawda, trochę się rozczarowałam, kiedy nie doczytując do końca domyśliłam się, jaki będzie finał. Trudno, zdarza się. 

"Przewieszenie" i "Trawers" Remigiusza Mroza.  Akurat literatura na urlop. Dla miłosników kryminału komisarz Wiktor Forst jest bohaterem , któremu się wierzy i współczuje. 

Hermann Hesse"Opowiadania" oraz Fiodor Dostojewski" Białe noce"przeczytane, bo w tym roku chcę trochę czasu poświęcić noblistom. 

      Wszystkim tu zaglądającym życzę  ciepłego "lutego", bo styczeń już pośnieżył i pomroził w nadmiarze. Dzisiaj z rana mieliśmy -22C.