sobota, 12 stycznia 2019

O niecodziennym zegarze


      Zapraszam na zimowy wieczorny spacer  po Wilnie  przy świątecznych dekoracjach.  Tradycyjnie zaczynamy zwiedzanie Wilna   od Ostrej Bramy. Najwięcej turystów odwiedza Wilno  latem, a niewielu   mogło go oglądać w zimowym świątecznym obramowaniu.



        Idąc od Kaplicy Ostrobramskiej, po kilku minutach jesteśmy już na Placu Ratuszowym, gdzie w tym roku raczej skromnie upiększona choinka stoi. Na tym  placu kramiki z pamiątkami i kawiarenki ulokowały się na czas świąteczny w szklanych kulach.



  Ruszamy dalej w dół ulicą Wielką ( po litewsku Didżioji)w kierunku Zamkowej (Pilies). Ulica coraz bardziej się zwęża, a jednocześnie zwiększa się ilość ludzi nią podążających. Wszystkich jak magnes przyciąga choinka na Placu Katedralnym. W okresie świątecznym staje się przysłowiową "Mekką", bo nie być, nie zobaczyć - po prostu nie wypada. Więc  idziemy w stronę  dzwonnicy, bo u jej stóp rozmieścił się kiermasz świąteczny. Małe domki - kramiki  wraz z niepowtarzalną choinką tworzą z góry niesamowity widok, a mianowicie "Zegar". W tym roku choinka przypomina nam o uciekającym, niestety, czasie.

























     Wilno co roku bardzo ambitnie podchodzi do projektowania wystroju choinki. Organizatorzy, czyli samorząd miasta, potrafią zaskoczyć mieszkańców swoimi pomysłami. W ubiegłym roku internauci oddali głosy naszej choince  w plebiscycie na najpiekniejsze drzewko świateczne  ze stolic europejskich tu. W tym roku   choinka wileńska przegrała walkę o pierwszeństwo  z "konkurentką" z Kowna (drugie co do wielkości miasto na Litwie).
   Na Placu Katedralnym  wszystko  cieszy oko, same drzewko, dzwonnica  podświetlona w barwach flagi narodowej,  tłumy  uśmiechających się ludzi, wesoła muzyczka podnosząca nastrój. Tylko czasami jakieś dziecko potrafi się rozpłakać przy kramikach pełnych niesamowicie drogich zabawek i innych niepotrzebnych świecidełek , co wprowadza rodziców w zakłopotanie, bo zdrowy rozum nie pozwala  kilkakrotnie przepłacać.
   


     Z prasy dowiedziałam się, że wystrój tegorocznej wileńskiej choinki kosztował miasto 95 tysięcy euro, zaś różne towarzyszące imprezy i koncerty jeszcze dodatkowo 110 tysięcy. I nasuwa się myśl, czy w mieście  nie ma bardziej naglących potrzeb, gdzie te pieniądze należałoby ulokować? Mamy budujące się dziecięce hospicjum, którego budowę  wspierają sami mieszkańcy miasta, oraz inni prywatni inwestorzy. Z tego powodu jestem teraz w rozterce, czy takie "rozdmuchane finansowo" imprezy są w nasze czasy konieczne?  Wielu  ludzi nie może pozwolić sobie na wykupienie wszystkich potrzebnych leków. Wiem, że przysłowie głosi :" Chleba i igrzysk..."  Może  to ja  nie mam racji, może ktoś przyniósł tu chore dziecko , które ujrzało tyle światła, zjadło "najdroższego na świecie lizaka" i na jakiś czas stało się szczęśliwym, bo zapomniało  o smutnych dniach spędzanych w szpitalu. Może jednak  "igrzysk" też?




      A teraz czas na doniesienia z frontu robótkowego. Obiecałam, że pokażę  swoje prace, które zrobione w ubiegłym roku nie były przeznaczone dla kogoś, tylko zostały u mnie. Na początek czapeczka Julietta Hat według projektu  Renaty Witkowskiej. Kto pamięta jej chustę pod tą samą nazwą, to zrozumie o co chodzi. Czapka powstała w trakcie  testowania opisu i  teraz mogę ją pokazać. Dzierga się bezproblemowo, bo wiadomo, jak Renia potrafi przerzucić swe pomysły na papier. Opisana jest idealnie tu, robiłam ją z półwełny, z identycznej co do składu włóczki, z której powstała pierwsza chusta Juliette. 






    Jest to moja druga czapka  dziergana rzędami ukośnymi  i muszę przyznać, że bardzo dobrze układa się na głowie, mimo iż jest dość długa.

     Jeszcze latem pozbierałam różne włóczki do niczego konkretnie nie pasujące, poskręcałam po pięć a czasami i po sześc nitek razem w kłębuszki, tylko trochę uważając na dobierane kolory.  Poskręcane kłębuszki zajmowały niemało miejsca, a robota się odkładała na dalej. Planowałam zrobić z tego  dywanik na podłogę. Właściwie chodziło o pozbycie się tego surowca.  Przed świętami zaplanowaliśmy ( a raczej to ja zaplanowałam, a mąż planów moich nie krytykuje) kupno nowej kanapy do pokoju, który jest pokojem córki. Przy tej okazji zachciało mi się udziergać dywanik. Powstawał bardzo szybko, bo wzięłam do rąk szydełko nr 8 i  szydełkowałam  przed telewizorem. Wszystko odbywało się bez wzoru, po postu robiłam naokoło słupkami i starałam się kolorystycznie nie przesadzić. Bardzo szybko dywanik powiększał się, stając się w trakcie dziergania  sześciokątem. Pilnowałam, aby był płaski.  Mam więcej miejsca w szafie i w pudełkach, a jeszcze dywanik na podłodze. Średnica sześciokąta ( a może jednak przekątna) wynosi 102cm, w niedużym pokoju akurat pasuje. Zdjęcia nieodźwierciedlają, że jest raczej gruby, a kolorem do kanapy idealnie się wpisuje.


























 
   Za  dwa tygodnie nowego roku przeczytałam dwie książki. "Sekretna córka " Shilpi Somaya Gowda, to książka o adaptowanej dziewczynce z Indii, o trudnej misji bycia matką. Trochę tradycji i obyczajów, trochę perypetii małżeńskich, dwie różne kultury, USA i Indie. Czyta się łatwo i szybko,  niestety szybko czytelnika odpuszcza. Nie zachwyciła, nie odważę się  polecać.
   Druga  z przeczytanych książek to kryminał psychologiczny znanego Harlana Cobena "Nieznajomy".  Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką literaturę, a że znam tego autora,  mogę twierdzić, że mnie nie zawiódł i tym razem. Dla miłośników tego rodzaju literatury tą książkę polecam.

    Wszystkim życzę w tym roku jak najmniej rozczarowań, nawet przy czytaniu.










13 komentarzy:

  1. Honorato, piekny spacerek po Wilnie, swietna ta czapka robiona po skosie, musze sprawdzic ten wzorek i moze sobie zrobie. Fajnie wykorzystalas zalegajace wloczki, pozdrawiam i zycze milego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż w taki sposób mogę przybliżyć "nieobce"Ci miasto. A czapeczka jest ciekawa i mimo mozaiki nietrudna w wykonaniu. Zachęcam i pozdrawiam.

      Usuń
  2. Piękną choinkę macie! Bardzo. Jeśli chodzi o pieniądze na choinkę, to pochodzą one z innego budżetu niż pieniądze przeznaczone na hospicjum, na inwestycje. I nie można ich przenosić na inne cele. Niestety. I tu nie chodzi o to co wybrać, chleba czy igrzyska.
    Czapka bardzo mi się podoba. Ale dywanik skradł moje serce. Nie dość, że ładny, to stworzył przestrzeń na nowe rozpasanie włóczkowe:))))
    Pozdrawiam ciepło i zza chmur:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Danusiu, bardzo się obawiam,aby teraz te miejsce nie wypełnić nowymi zakupami z pasmanterii. I dlatego planuję jeszcze dzierganie pledu, bo niektóre włóczki na nic innego nie da się zużyć. Tylko, że wszystkie te resztki i "nieużytki" są tak różne, iż obawiam się, aby nie powstał "kicz". I dlatego ciagle szukam pomysłu na takiego "pojadacza" włóczki, którym można sie przykryć przy czytaniu, albo przy któtkiej drzemce. Bardzo się cieszę, że tu zaglądasz, serdecznie pozdrawiam i życzę jak najbardziej Ci odpowiadającej pogody.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za relację z Wilna. Piękne oświetlenie. Rzeczywiscie koszt daje do myślenia, ale tak jak pisała powyżej Danonk, pewnych budżetów nie można zamieniać. Chociaż jakby ktoś chciał, to może by i znalazł sposób. Czapkę już widziałam :) a dywanik jest super! Piszesz, że masz różne resztki i obawiasz się, że użycie ich da efekt kiczu. To tak jakbym czytała o sobie. Wszystkie moje koce i narzuty zrobiłam z myślą o wykorzystaniu takich resztek, ale poczucie estetyki pchnęło mnie do zakupów nowych włóczek na ten cel. W efekcie resztek mam nadal sporo. Jak nic nie wymyślę przed najbliższe kilkanaście miesięcy, to się ich oo prostu pozbędę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś znajdziesz czas, aby Wilno odwiedzić, bo jest tego warte o każdej porze roku, uwierz mi. Co do pledu, to jestem zachwycona Twoimi i czerwonym i turkusowym. Może właśnie warto najpierw rozejrzeć się, jakie kolory dominują, i coś jeszcze można spruć ,aby braki uzupełnić. Ale bardzo boję się zszywania, bo tego nie lubię, a bez kwadratów kolory nie będą chyba ładnie się układać. Czy jesteś nadal zadowolona z nich, czy coś teraz robiłabyś inaczej? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zadowolona z nich i za wyjątkiem brązowego, (którego kolory mnie denerwują, ale przygarnęła go mama, więc nie jest tak źle) są w użyciu. Czerwoną narzutę zrobiłabym z cieńszej włóczki, bo wyszła bardzo ciężka i nie używałabym już włóczki wyglądającej jak moher czy angora, bo jest bardziej podatna na mechacenie. Najczęściej używam mniejszego koca w odcieniach beżu i ecru, bo jest pod ręką z racji tego, że najbardziej pasuje do obecnego wystroju wnętrza. Zszywanie nie jest problemem, jak się zastosuje odpowiedni szew. Polecam.

      Usuń
  6. czapka ekstra, tak się zastanawiam nad nią, no ale zobaczę jak skończę chustę czy zostanie mi włóczki na czapkę do kompletu, Wilno kusi, może by tak je odwiedzić? ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zrób czapkę i załóż jadąc do Wilna.Pozdrowienka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Padłam na widok dywanika - jest piękny :-) Czapka też oko cieszy, ale dywanik wygrywa. Wilno w świątecznych dekoracjach zachwycające. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za miłe słowa, dywnik wiernie niesie służbę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. U Ciebie to zawsze jakiś ciekawy spacer. :)
    Czapka prześliczna, a dywanik to w ogóle podziwiam. Bo ciężko pewnie się robi.
    Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale w tygodniu korzystam z telefonu na ogół i tak nie lubie w nim pisać. :))
    Pozdrawiam w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  11. Chce się promować te swoje ukochane miasto. A dywanik właśnie, że dzierga się bardzo prymitywnymi słupkami i jedyny problem, aby się nie wachlował. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń