czwartek, 3 sierpnia 2017

Wydarzenia "z książki wzięte"



      Jeżeli Makneta  , jak pisze, "zaszalała czytelniczo" i za tydzień przeczytała aż trzy książki, to ja mam "zastój czytelniczy" , bo nie uporałam się nawet z jedną. Bo to niezwykła książka.  Chodzi o "Blackout" Marca Elsberga. Wsród czytelników  wywołała ona dwojakie wrażenie. Jedni ją nie przyjęli kategorycznie, inni zaś okrzyknęli  najlepszym  thrillerem naukowym połączonym z powieścią sensacyjną. Nie mogłam pominąć tej pozycji z kilku powodów. Po pierwsze -rekomendował mi ją bardzo mój syn, a ponieważ raczej jest obeznany z moimi wymogami czytelniczymi, więc spodziewałam się od tej książki sporo.  Po drugie- jako fizyk musiałam ją przeczytać, bo autor w swojej powieści opisuje, jak dzień po dniu na europejskich obszarach pozbawionych prądu elektrycznego rośnie chaos. Najpierw widzimy przerażenie zwykłych obywateli, co to nie mają możliwości skorzystać z windy, wziąć prysznic, korzystać ze środków informacji, zrobić zakupy, bo nie działają bankomaty. Stopniowo codzienne życie szeregowych obywateli załamuje się, a na mapie Europy przybywa czerwonych plam, co to wskazują, że powierzchnia terenów pozbawionych elektryczności  ciągle rośnie.

    "System sygnalizacji: zielony kolor wskazywał, że z siecią jest wszystko w porządku. Żółty oznaczał zakłócenia. Czerwony - całkowity blackout. Dzięki europejskiemu systemowi ostrzegawczemu każdy operator w każdej chwili wiedział, jeśli gdziekolwiek w sieci groziło niebezpieczeństwo kryzysu. W czasach całkowitej globalizacji, również sektora energetycznego, była to bezwarunkowa konieczność."


   Tym czasem bardzo ostra, dramatyczna  i napięta atmosfera jest na szczeblu władz, gdzie muszą być podejmowane bardzo odpowiedzialne decyzje... Jak widzicie książka musi trzymać w napięciu czytelnika, tylko według mnie musi to być czytelnik na taką pozycję przyszykowany. Co mam na myśli? Przede wszystkim, że książka liczy przeszło 800 stron, i trzeba się nastawić, że niektóre sceny są rzeczywiście zbyt rozciągnięte. No i lżej we wszystkim się połapać, jeżeji czytelnik jest trochę obeznany z zasadami produkowania i przekazywania energii elektrycznej, wówczas wiele z  opisywanych sytuacji będą mu bardziej zrozumiałe.
      Czytam i rozważam sobie beztrosko, jak i większośc czytelników, że jest to tylko powieść, i przecież podobnych sytuacji nie będzie nam dane przeżyć. Aż  tu wczoraj słyszę w wiadomościach, że w Rosji, na Dalekim Wschodzie 1 sierpnia nastapiła awaria w systemie przekazywania energii elektrycznej. Ponad 1,5 miliona mieszkańców zostało bez prądu. Automatycznie wyłączono pięć linii wysokiego napięcia. Wstrzymano ruch pociagów, oraz przekazywanie energii elektrycznej do Chin. Ciarki mi przeszły po takiej informacji. Proszę, kawał powieści zrealizował się. Przyczyną, jak podaje się, było krótkie spięcie na linii przekazu.
      Wówczas szybko wracam myślami do opisywanej w książce awarii na atomowej elektrowni we Francji, i kojarzę sobie fakt, że tearz na Białorusi , 50 km od mojego Wilna, buduje się nowa elektrownia atomowa, która będzie produkowała enrgię elektryczną już  za kilka lat. Niestety zapobiec budowie władze litewskie nie są w stanie, ale plan ewakuacji Wilna , na wszelki wypadek, będzie rozpracowany. I znowu poważne refleksje.
     Przy takiej książce jestem teraz, czytam i coraz poważniej  rozpatruję każdy w niej opisywany fakt, i przychodzę do różnych wniosków...



      
      Zarzuciłam trochę dzierganie, i chociaż ciągle coś powstaje, to jednak mam pretensje do siebie, iż nic nowego z technik ostatnio nie opanowałam. Może to tak lato dyktuje, a może tak trzeba na razie. Więc wczoraj znowu poszydełkowałam przy filmie i powstało kilka pojemniczków ze sznurka ( wyrabiam pozostałości), którymi bardzo lubię obdarowywać kogoś przy okazji, bo zazwyczaj widzę, że takie drobnostki sprawiają radość.
       Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę dobrego sierpnia, z łagodną pogodą, dobrą książką, odpowiednim towarzystwem.


t

6 komentarzy:

  1. Zainteresowałaś mnie tą książką, tym bardziej, że wczoraj po nocnej burzy i nawałnicy byliśmy bez prądu przez 16 godzin. Trudny to był czas zwłaszcza kiedy w domu nie ma gazu i w takiej sytuacji nawet kawy nie było jak zaparzyć. Nie wspomnę już o ugotowaniu obiadu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat na czasie Ciebie zaciekawiłam tą książką.Uprzedzam, miejscami jest "nudnawa' , ale trzeba przebrnąć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki blackout to byłaby tragedia. Przecież teraz całe nasze życie opiera się na elektryczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście, i od razu pozculibyśmy brak wody i jedzenia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa ksiazka, ja zwykle thillerow nie czytam, ale po ten planuje siegnac. Jak kilka lat temu przeszedl obok nas huragan Sandy, to faktycznie bylismy bez pradu przed 10 dni. Szkoly byly zamkniete, na stacjach benzynowych niekonczace sie kolejki...nie bylo wesolo. Przerazaja mnie te elektrownie atomowe i szaleni przywodcy. U mnie tez robotkowo zastuj, chcoiaz cos tam mi juz w glowie swiat:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam i cieszę się na Twój wpis. Jeżeli przeżyliście bez prądu 10 dni,to jesteś z doświadczeniem. Życzę udanych projektów dziewiarskich, bo czekamy na Twoje zdjęcia i oczywiście pokaż, jak wygląda ogród na koniec lata. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń