środa, 9 sierpnia 2017

Allende w skarpetkach


          W ostatnim poście ponarzekałam sobie, że tego lata niczego nowego z techniki dziergania nie oswoiłam. A jeżeli człowiek niczego nowego się nie uczy, to przestaje rozwijać się. A jeżeli człowiek się nie rozwija , dalej logicznie podsumowuję , to cofa się w rozwoju. Czy mnie to jest potrzebne?
         Więc aby nie stać się "zacofaną i douczyć  się"  czegoś nowego, postanowiłam od razu ustrzelić kilka zająców.  Będzie to sposób na dzierganie skarpet od palców i wyrabianie pięty rzędami skróconymi. Po pierwsze- chce tego nauczyć się. Po drugie- obiecałam małemu Filipowi udziergać skarpety na jesień. Po trzecie- nie zapomniałam jeszcze o takim wyzwaniu, jak wyrabianie resztek włóczki, a skarpety dziecięce bardzo do tego się nadają. Zgłaszam skarpety jako sierpniowy  udział w akcji  WZW.
       Jak zawsze, kiedy uczę się czegoś nowego, przeglądam kilka kursików z opisem wykonania, i uczę sie w toku dziergania i prucia. Aby utrwalić  nabytą umiejetność, machnęłam po pierwszej parze drugą. Wiadomo, że skarpety są bardzo "krótkowieczne", szybko się przecierają do dziur, no i druga para ma nieco dłuższą "cholewkę".
 
         Technika takiego dziergania jest naprawdę łatwa, daje możność regulownia długości stopy poprzez przymierzanie. Aby trochę "wzmocnić" piętę dodałam przy jej wyrabianiu dodatkową nitkę.
No i jedno zobowiązanie jest już wykreślone z listy.  Niestety jeszcze mam sporo "obiecanek " poczynionych przy niektórych okolicznościach (czasami bardzo lekko się obiecuje), włóczka czeka, a chęci brak. Widocznie winna temu pogoda, bo u nas na razie "prawdziwe" lato.No i jak zawsze dużo czasu pochłania czytanie. Więc podyskutujmy razem z Maknetą o "swoich" czytelniczych wyzwaniach.

     
          Już niejednokrotnie pisałam, że uwielbiam prozę Isabel Allende. Lubię jej styl pisania, jej sposób przedstawiania bohaterów tak, że nawet ich wady są przez czytelnika aprobowane.  Starałąm się przeczytać wszystko tej autorki co wpadało mi w ręce, i tak jakoś się stało, że została pominięta jej pierwsza książka " Dom duchów". Jestem zauroczona tą przedziwną atmosferą panujacą w opisywanych rodzinach Estebana Trueby i jego żony Clary. Autorka tak sprawnie maluje otaczająca bohaterów rzeczywistość, że nawet "dziwne" i "niewiarygodne " zachowanie niektórych nie budzi podejrzenia. Przedstawiciele opisywanego rodu są prawdziwi, ambitni, choć nie zawsze postępujacy odpowiednio. Nigdzie nie jest wskazane miejsce akcji, ale czytelnik musi się domysleć, że opisywane są dzieje historyczne Chile. I można śmiało nazwać powieść udaną sagą rodzinną, w której mimo tak ważnej persony Estebana Trueby najwiekszą uwagę czytelnika przykuwają losy opisywanych kobiet. Czytam nie spiesząc się i cieszę, że jeszcze sporo mam tej książki do przeczytania. Film, który według powieści został  nakręcony  i nazwany "Dom dusz" też potwierdza wagę tego dzieła. Muszę obejrzeć, nawet z tego powodu, że gra w nim Meryl Streep.
       Wszystkim tu zaglądajacym życzę dobrej "resztki " lata, dobrych książek, filmów i wrażeń.





3 komentarze:

  1. "Dom dusz" zdarzyło mi się obejrzeć lata temu, choć wtedy mnie wciągnął, to dziś niewiele z niego pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja teraz razem i czytam i kawałkamiogladam film. Książka w porównaniu z filmem wygrywa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też robię skarpetki tym sposobem :) U Ciebie, Honorato, powstała piękna kolekcja!
    Latem również zagłębiam się w książkach i pewnie dlatego mam mniej prac dziewiarskich :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    Asia

    OdpowiedzUsuń