środa, 7 grudnia 2016

Huśtawka nastrojów


   Ciekawie, czy  każdemu zdarza się czasami doznać takich gwałtownych zmian nastroju w bardzo krótkim czasie? Ubiegły poniedziałek był właśnie takim dniem, który zaczął sie od nieprzyjemnych doznań. Z rana w supermarkecie kasjerka, która miała  widocznie jakieś niemiłe zajście postanowiła piłeczkę z negatywną  energią odbić w moją stronę. Kiedy zbliżyliśmy się z mężem do kasy, podałam kasjerce paragon z taromatu tak, jak zawsze w takim wypadku to robiłam. Byłam w dobrym nastroju i ani w moim spojrzeniu, ani w moim zachowaniu nic nie mówiło o jakichś niestosownych względem tej pani "niecnych zamiarach". Na co usłyszałam bardzo ostrym, karcącym tonem skierowane  do mnie słowa: "Co to tak się śpieszy? " Naprawdę początkowo nie mogłam zrozumieć, o co chodzi. Z oczu tej "grzecznej"pani strzelały w moją stronę błyskawice. Zrozumiałam, że jednak to ja zostałam bohaterką dziwnego zajścia. Zdobyłam się na pytanie, które bardzo spokojnie zadałam kasjerce. " W czym jest moje wykroczenie? Co ja takiego zrobiłam, że to wywołało u niej  taką reakcję? Zadziałała jak zawsze zasada, że niektórych można pokonać - po prostu zadając pytanie. Nie mogąc niczym uzasadnić swojego zachowania, "grzeczność' odpowiedziała, że za szybko podałam jej ten paragon... Na to mój  "rycerz", który w tym czasie składał do torby zakupy i który jest naprawdę bardzo tolerancyjny i wyrozumiały wobec innych, nie mogąc dłużej znosić tego chamstwa, poradził, aby pani przestała moralizować, bo inaczej zwrócimy się do administracji sklepu. Na co pada odpowiedż:" No i idźcie sobie...", no to i poszliśmy. Z kierowniczką bardzo spokojnie omówliśmy incydent i poprosiliśmy tylko zwrócić uwagę podwładnej, że nie trzeba tak odnosić się do ludzi. Byliśmy raczej spokojni, ale dobry nastrój prysł, a tu dopiero początek dnia i jak to szybko zapomnieć? A jeszcze  mieliśmy przed sobą wizytę na poczcie, a jeżeli tam też klient niemile widziany? Na szczęście na poczcie był niemały ogonek do okienka, i zostawiając męża  w kolejce, pognałam do biblioteki wymienić książki. Nie uwierzycie, po upływie kilkunastu minut byłam w najlepszym nastroju i całkowicie zapomniałam o przykrym incydencie w sklepie. A co się stało w bibliotece, że chciało się potem fruwać?  Nic nadzwyczajnego. Po prostu, pracowniczka biblioteki potrafi na wchodzących skierować ciepłe spojrzenie, uśmiechnąć się, zagaić krótką rozmowę. Zostałam dostrzeżona i skierowana w tą stronę, gdzie były niedawno zwrócone książki, co to mogą mnie zaciekawić. A czy może być rozmowa o książkach prowadzona w niestosowny sposób? Nigdy. W międzyczasie zdążyłyśmy ponarzekać, że nie udaje się nam pielęgnacja orchidei  (i ona, i ja jesteśmy w tej dziedzinie beznadziejne), podzielić się pomysłami na święta, doradzić jedna drugiej literaturę. Potem przyszła jeszcze jedna pani, i bardzo płynnie dołączyła się do nas. Po kilku minutach, kiedy dochodzimy do wniosku, ze czytamy tych samych autorów, zaczynamy czuć się jakby znałyśmy  się od wieków. Szkoda, ale muszę biec na pocztę. Żegnamy się, życzymy sobie wszystkiego dobrego, dobrych nadchodzących świąt... Wracam do domu w podniosłym nastroju, a okazały stos książek raduje oko i grzeje duszę. Jak dobrze, że istnieją książki, i jacy mili, mądrzy i grzeczni sa ludzie czytający. Dlatego też tak lubię środowe spotkania u Maknety.





     Jak rzucę się do czytania, to trochę zwolnie z dzierganiem. A przecież jeszcze dwie piłeczki tenisowe czekają na przeistoczenie się w kotów, bo  już wiadomo, gdzie te koty mają zadomowić się.
Jak by tak dobę przedłużyć? Próbuję czytać w nocy, ale muszę być w pracy " wyspaną" i " wypoczętą", więc to też nie jest wyjście z sytuacji.
 


  A to















    








Życzę wszystkim dobrych, treściwych prac przedświątecznych i dużo czasu na wszystko.

12 komentarzy:

  1. tak czasem bywa, ze ktoś inny zdenerwuje człowieka i na kimś innym się skrupi, ja zawsze staram się załatwiać wszystkie sprawy z uśmiechem i osoby tez tak odpowiadają, oby to trwało nadal bo przyznaję że sama też tracę cierpliwość w długiej kolejce i przebieram wtedy nogami ;) :) ale żeby niegrzecznie? no co to - to nie, kocisko Ci wyszło zacne. A książki - dzisiaj mam na nie szlaban ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcę nadrobić co upuściłam, bo byłam bardzo zaangażowana w szydełkowaniu. Więc w tym tygodniu, książka ważniejsza od robótki.

      Usuń
  2. Piękne kocisko, bardzo lubię takie rzeczy oszczędne w formie. Rzadko pożyczam książki, raczej kupuję, bo książka nie zawsze łagodzi obyczaje. Przestałam bywać w bibliotece ze względu właśnie na burczącą panią. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj akurat idę odwiedzić chorą uczennicę i kot bedzie w sam raz na upominek pasował.

      Usuń
  3. Uroczy ten kotek, bardzo pomyslowy:) Zycze milej lektury, sporo tego przynioslas do domu, ale ja to doskonale rozumiem. Ja kiedys mialam taka burczaca pania, co mnie tu w polskim sklepie obslugiwala, i ona miala takis posob bycia do wszystkich, penego dnia ja bylam w nie najlepszym humorze i jej pare slow powiedzialam i od tej pory zawsze byla grzeczna do mnie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też uważam , że musimy dbać o kulturę nawet w sklepie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, przykra pani może popsuć humor - ja na szczęście mam dookoła prawie same miłe panie.
    Kotek bardzo milutki. A to uczucie, kiedy się wraca ze stosem książek jak ze skarbem jakimś - bezcenne. :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki -to najlepsze lekarstwo na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest taki dzień i każdy tak ma.... Sprzedawczyni najwyraźniej nie lubi poniedziałków, ale takimi osobami nie należy się przejmować, choć łatwe to nie jest. Miło mi było czytać o wizycie w bibliotece i o tym, jak poprawiła ona Ci nastrój. Piłeczkowy kociak uroczy i tak fajnie pękaty.

    Udanego weekendu Ci życzę i spokojnych przygotowań do świąt.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zestaw książek bardzo ciekawy- będę czekała na wrażenia po lekturze. A kociak bardzo sympatyczny. Pomyślałam czy nie zrobić czegoś podobnego jako zabawkę dla kotów. Tylko kiedy...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście doba u dziergających i czytajacych jest wyrażnie za krótka. A koty dziergają się przy telewizorze.

    OdpowiedzUsuń