poniedziałek, 18 stycznia 2016

Oszczędne rękoczyny

     
        Na początku roku rzuciłam sobie rękawicę, czyli wyzwanie- wyrabiam resztki włóczki, które w domu zagarniają coraz większą przestrzeń. Są w pudełkach, woreczkach, koszyczkach i różnych innych możliwych pojemniczkach.
          Dlaczego gromadzą się i nie mogę ich się pozbyć?   Pamiętam dobrze te czasy, kiedy u nas nie było w sklepach włóczki do dziergania . Koleżanka z Niemiec dotarczała mi cudowne gazetki ze wzorami na dziecięce dziergane ubranka, a ja kupowałam w sklepie wełniane skarpety, prułam je i tak moje  dzieci nosiły ciepłe i dosyć oryginalne kamizelki, sweterki, spodnie, czapeczki. Widocznie z tamtych "trudnych" czasów zostało u mnie przekonanie, że coś jeszcze kiedyś z tego wydziergam, i dlatego  odkładam, chomikuję i nie potrafię włóczki wyrzucić.  Więc czas zacząć te zasoby  przetwarzać. W listopadzie ostatni raz wyszłam z pasmanterii z nabytkiem. Teraz obiecałam sobie, że będę pozbywać się moteczków z zapasów, i tylko w te projekty angażować się, gdzie będę mogła być wierna swoim postanowieniom. Na razie udaje mi się. Już rękawice z poprzedniego postu trochę "zjadły " włóczki.
         A potem powstał pokrowiec  na komórkę.
    
   







  A dużo małych reszteczek  z chustkowych projektów udało mi się upchać w jedną "pasiastą".


  Nawet niteczki nie były jednego gatunku, tylko starałam się dobrać podobnej grubości i podatne na blokowanie. Przeważała "Angora".



             I tak bez wielkich trudów, przy oglądaniu telewizji powstał prezencik  dla którejś z koleżanek-solenizantek zimowych. Bo jestem przeciwna twierdzeniu, że zawsze musi być  na imieniny lub urodziny "żywy kwiat". Widocznie wyrosłam z romantyzmu...




       Serdecznie pozdrawiam wszystkie koleżanki, które wypowiedziały wojnę resztkom włóczki i życzę nowych ciekawych pomysłów .
Honorata

8 komentarzy:

  1. Ja też tak mam! nie wyrzucam, bo może będzie potrzeba akurat takiego małego paseczka w tym konkretnie kolorze. Albo po prostu mi szkoda. A może jeszcze do tego mam zakorzenione przekonanie, że wyrzucać dobrą rzecz - to nie uchodzi!
    I też walczę, żeby wyrabiać. Idzie średnio ... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nas takich niemało, bo ciągle na blogach o podobnych postanowieniach się czyta. Najważniejsze, aby wytrwać jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękną chustę zrobiłaś ! A co do wyrabiania zapasów- ja prawie cały ubiegły rok tak dziergałam, powstało mnóstwo rzeczy, a pudła nadal pełne- chyba muszę przedłużyć ważność tego postanowienia na następne 10 lat :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komplement. Tak też podejrzewałam, że zapasy topnieją bardzo powoli i muszę wymyślić sobie jakiś sposób, aby te ubytki były zauważalne. I jeszcze trzeba sobie zabronić prucia starych rzeczy, bo od tego tylko pudła pęcznieja. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Zamawiam następną sówkę na mój telefon!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja właśnie chciałam zapytać, czy można zamówić chustę...?

    OdpowiedzUsuń
  6. W podzięce za rozweselacza, który w Warszawie dobrze swoją funkcję spełnia muszę się zrewanżować. jak będę miała wolnego trochę czasu, to omówimy szczegóły.

    OdpowiedzUsuń