środa, 30 listopada 2016

Choinkowo i szydełkowo

     W sobotę mieliśmy znaczące wydarzenie, czyli została zapalona główna choinka Wilna. Zawsze uważałam, że zdrowa konkurencja, jest potrzebnym zjawiskiem. Otóż od kilku lat, między dwoma największymi miastami Litwy - Wilnem i Kownem trwa ambitna walka o to, czyja choinka będzie bardziej atrakcyjna. Dzięki temu mamy nietradycyjnie, bardzo kreatywnie upiększone choinki. W ubiegłym roku mieliśmy bardzo pomysłowo udekorowane drzewko, pokazywałam zdjęcia na blogu tu.
W tym roku nie można było opuścić poprzeczkę niżej, i znowu mieliśmy fajną niespodziankę. Zdjęcia nie są bardzo udane, bo w niedzielę wieczorem, kiedy poszliśmy na plac katedralny, zaczął padać śnieg.


       Wsród odwiedzających  oczywiście dominują dzieci. Atmosfera iście świąteczna. Turystom też się podoba takie Wilno.


         
        Robótkowo nadal siedzę z szydełkiem w ręku i staram się wyrabiać resztki włóczkowe. Nie potrafię  ich pozbywać się w inny sposób. Czytnik nie miał pokrowca, więc trochę czasu przed telewizorem i pokrowiec jest.

 


    No i nadal dziergam prezenty dla dzieci.   Nie myślałam, że to takie wciągujące. Z każdą udzierganą lalką, widzę, że coraz mniej popełniam błedów. Przy każdej nowej dzierganej zabawce staram się czegoś nowego nauczyć się. Ile tego jeszcze powstanie nie wiem, ale ciagle przypomina mi się jakięś dziecko krewnych, lub znajomych, co to musi być obdarowane. No i dawno marzyłam udziergać misia. Kiedy powstała Michasia, mąż przyznał się, że wątpił iż sprostam wyzwaniu, i potrafię przekazać podobieństwo do misia. Ale Michasia powstała.



       I znowu trochę  włóczki w moich pudłach ubyło.







             Ta "nowa" w towarzystwie , to Gosia.







         Dane techniczne. najmniejsza lalka -20 cm, Michasia i Tośka po 25 cm, i Gosia 30 cm.



        Chciałabym udziergać lalkę-anioła, ale może to jest  zbyt odważne marzenie. Czas pokaże. Niedawno przeczytałam artykuł o tym, że dziergając odstresuwujemy się. Okazuje się, że w koniuszkach palców mamy mnówstwo końcówek nerwowych, które przy dzierganiu są pobudzane i człowiek w taki sposób pokonuje stres. Więc dziergajmy, i nie zatruwajmy życie bliskim.
        Dzisiaj środowe spotkanie u Maknety, a ja ciagle przy tej samej książce. nawet mi wstyd, że tak długo czytam, tak ciekawą ksiażkę. Tak, to jest ciągle " Japoński kochanek" Isabell Allende. Bardzo dobra książka, rekomenduję.

          Serdecznie pozdrawiam czytelników bloga z zaśnieżonego Wilna. 
   

środa, 23 listopada 2016

Piórkowy nr 2 i Tosia.

 
   W niedzielę piórkowy nr 2 został wręczony chrześniaczce męża, i z zadowolonej miny właścicielki zrozumiałam, że raczej  dogodziłam. Na sweterek poszło niecałych 100g dropsowej Alpaki Silk Brushed w kolorze nr 13. Na zdjęciu kolor wypadł bardzo niekorzystnie, zaś przy dziennym świetle prezentuje się o wiele lepiej. Nie wiem, jak się sprawdzi w noszeniu, ale dziergało się  z tej włóczki bardzo przyjemnie .No i podejrzewam, że będzie naprawdę ciepły. Teraz tak myślę, że może jeszcze sobie coś podobnego sklecę, tylko, że ciągle mam dylemat do rozstrzygnięcia, czy można nam " puszystym" w takim czymś chodzić, czy raczej -" nie uchodzi". Jeżli  się jednak zdecyduję, to zamówię sobie  tą samą włóczkę chyba...w zielonym kolorze.





  Dziergałam znowu od góry, bo tak bardzo lubię, gdyż nie trzeba zszywać. Na bokach zrobiłam po warkoczyku.



    Żeby było ciekawiej na plecach na wysokości talii, też zrobiłam kawałek warkoczyka, ale okazało się-  "wypadek przy pracy"- omyliłm się i warkoczyk powstał z przodu.



   Przy dekolcie kilka rzędów skróconych pozwoliło trochę podnieść tył, i ładnie wymodelować linię przodu. Na modelce wygląda dobrze.
      
    W ramach wyrabiania resztek włóczkowych udziergałam " piórkowy" dla Zośki. Kto czytał mój poprzedni post, to  wie, że tak nazywa się lalka zrobiona szydełkiem. A ponieważ sweterek  okazał się jej za duży, to "musiała" powstać, a więc i powstała do noszenia sweterka Tosia.

                                                                        Zosia


                              Tosia
     Nigdy nie podejrzewałam, że tak wciągnie mnie  szydełkowanie zabawek.. Raczej do szydełka odnosiłam sie z rezerwą. A tu po prostu utonęłam w tym zajęciu.
     Córka poprosiła, o zrobienie kilku  takich lalek na prezenciki gwiazdkowe dla dzieci przyjciół. Ubranka powstają z maciupieńkich kłębuszków, których nagromadziło się bez liku, a wyrzucić, ręka by się nie podniosła.
       Trzecia lalka jest jeszcze w oddzielnych częściach, a już jestem ciekawa, jaką buzię uda  mi się jej zrobić. No bo wiadomo, że charakter czyta się z twarzy. A jeszcze zaczęłam dziergać części na misia. No bo rzuciłam sobie hasło, że w  tym roku część prezentów gwiazdkowych będzie wykonanych własnoręcznie.
       Czas oderwać sie od robótek i zaliczyć spotkanie z czytającymi u Maknety. Książka Isabell Allende "Japoński kochanek" zasługuje na reklamę. Książka trzyma czytelnika w napięciu, bo autorka bardzo ciekawie z jednego bohatera przenosi całą wagę na drugiego, i nie sposób samemu domyśleć się ich dalszych losów. Jak i wszystkie książki Allende, zawiera wiele informacji historycznej. Tak na przykład  dowiedziałam się, że  Japończycy mieszkający w Ameryce w 1942 roku byli wywożeni ze swoich domów i osiedlani w obozach. Czytam i zachwycam się piórem autorki.
          Pogodę mamy w kratkę. Po kilku ciepłych dniach, znowu zagościło "zero" na termometrze. Życzę wszystkim, kto do tego miejsca dobrnął, ciepłej armosfery w  domu i ciepłych uśmiechów od otaczających.


środa, 16 listopada 2016

Miejsce, gdzie jest ciepło...

  
     Czym żyje Wilno w listopadzie? Na dworze zimno i ponuro. Ludzie ciepło i szaro ubrani szybko przemieszczaja sie z punktu A do B, szybko załatwiają swoje sprawy, mało się uśmiechają, i marzą o szybkim powrocie  do domów, do gorących kubków z herbatą. Ogólnie wiadomo, że istnieje jesienna depresja, a jeszcze ten superpełny księżyc ze swoim wpływem na nasze samopoczucie. Nie bardzo przyjazny czas dla ludzi na naszej szerokości geograficznej.
    I oto w takim czasie, kiedy tak chce się ciepła, zrozumienia i wsparcia, w  Wilnie  każdego listopada mamy oktawę odpustów pod nazwą " Opieki Najświętszej Maryi Panny". Dla katolików naszego miasta, to znaczy dla Polaków  i Litwinów, są to wielkie i oczekiwane osiem dni.W czasie oktawy tysiące modlących sie odwiedza Sanktuarium Ostrej Bramy.  W tym roku szczególnej opieki  u Matki prosimy od 13 do 20 listopada.

 

        W niedzielę, gdy na dworze była minusowa pogoda, setki  ludzi, jak widać na zdjęciach, uczestniczyło we mszy świętej u stóp Ostrej Bramy. Chcemy pokoju, miłości i miłosierdzia...
    














       Chcę podkreślić, że w dniach odpustów w kościele Swiętej Teresy, co obok słynnej kaplicy, mamy każdego dnia aż cztery nabożeństwa w języku polskim.

     Odbiegając od poprzedniego tematu zanurzamy się w świat robótkowy, bo to dzisiaj jest środa, i dzisiaj nas gościnnie przygarnia Makneta.
      Otóż piórkowy jest skończony, ale zaczekam, aż właścicielka do nas dotrze i zaprezentuje swterek na sobie. A teraz, jak dzisiaj przeczytałam na jednym z blogów " nadszedł czas na czapki".
Moja powstała z wełny dropsowej Baby Merino. Dziergałam w dwie niteczki. Ogólnie czuje się dobrze  mając ja na głowie.





 


     I o książkach będzie trochę też. Z blogów dowiedziałam się, o książce Isabel Aljende "Japoński kochanek".  A ponieważ lubię tą autorkę, więc od wczoraj już książkę czytam. Na razie idzie mi nieżle.
      Wszystkim tu zaglądającym życzę dobrego tygodnia.









środa, 9 listopada 2016

Po prostu Zosia

      Zgodnie z zapowiedziami nadchodzących mrozów zaczynamy analizować,  w co będziemy się ubierać, kiedy zima zapanoszy się na dobre. Ale w tym roku sytuację ratują " piórkowe", których nigdy nie jest za dużo. Po pierwszym wydzierganym sweterku wiedziałam, że jeszcze do tego powrócę i bardzo szybko doczekałam się zamówienia na lekki, cieniutki i ciepły. Powstaje z włóczki dropsowej
Alpaki Silk Brushed. Dziergam od góry, chociaż iuż planuję wykorzystać podpatrzony kursik na dzierganie bezszwowe od dołu.


   
         
















   Zazwyczaj rozpoczęta robótkę staram się szybko wykonać, nie praktykuję dziergania kilku rzeczy  naraz. I teraz zostały tylko rękawy i myślałam, że w tym tygodniu, to się szybko uwinę z pracą, zblokuje i oddam właścicielce. Ale... W niedzielę przypadkowo natknęłam się na blog MiŚkowA chata
 i straciłam poczucie czasu. Jak to się stało, jak szydełko wskoczyło w moje ręce, nie mogę wytłumaczyć. Piórkowy oczywiście powstanie i będzie pełnił swoja funkcję, a teraz powstała Zosia.





   Zosia musiała być ubrana i zaczęłam dziergać dla niej. Prawda, " piórkowego " jeszcze nie posiada. Jeżeli ktoś, podobnie jak i ja dotychczas, myśli, że dzierganie dla lalki, to sprawa na kilka minut, to bardzo się myli. Trzeba dobrze pokombinować, aby pasowało. Ale jest to cudowny sposób na wykorzystanie małych resztek włóczkowych. 


 Jaki będzie los Zosi? Teraz trzeba ją odpowiednio zaopatrzyć w ubranka, a potem widocznie będzie przeznaczona na prezent gwiazdkowy dla odpowiedniej osóbki.




     Po pierwszej próbie pozwalam sobie pomarzyć, że może jednak kiedyś uporam się z wykonaniem sympatycznego misia.
    A teraz na spotkanie u Maknety śpieszę z opinią o czytanej książce. Nie trafiłam na nią przypadkowo, tylko dzięki poradom przeczytanym w środowe spotkania. Książką tą jest "Ósme życie " Nino Haratischwili. Bardzo ostorożnie podchodzę do sag rodzinnych, gdzie na podstawie jednej rodziny przekazuja się wydarzenia historyczne. Byłam rozczarowana  po przeczytaniu jednej  z takich książek opisujacej dzieje Polski, o czym pisałam. Więc z takim lekkim niedowierzaniem zaczynam i czytanie, i bardzo miłe zaskoczenie. Autorka bardzo dostępnym, ale bogatym językiem przekazuje czytelnikom losy Gruzji i jej ludu, od początku wieku dwudziestego, aż po wsze czasy. Losy bohaterów, wywodzących się z bogatej rodziny właściciela fabryki cukierniczej, pozwalają śledzić ówczesne wydarzenia historyczne. Nie będę przekazywać treści, ale myślę, że będzie to książka chętnie czytana.
     Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i życzę każdemu najlepszej książki na najbliższy czas.