środa, 19 października 2016

Ryba w kamizelce


           Jesień w tym roku rozpieszcza nas ładnymi słonecznymi dniami. Bardzo długo liśie trzymały się
gałęzi drzew, i nie żółkły.  I nadszedł czas, kiedy po nocnych słabych przymrozkach ścieżki pokryły się ładnym złotym kobiercem z liści. Aż chce się wyjść na spacer z fotoaparatem w ręku.

              Autoportret na tle liści.

 
 




 
    Na środowe spotkanie u Maknety zdążyłam udziergać kamizelkę dla Filipa, aby czterolatek nie marzł zimą.


      Włóczka , to dropsowa "Karisma", której zużyłam 150 g. Przyszyłam wesoły guziczek, aby maluszka zachęcić do noszenia kamizelki.

    Na razie właściciel jeszcze kamizelki nie przymierzył, ale myślę, że będzie mu pasowała. Więc w roli modelki ryba "Jaś". Ale z jej miny, widzę, że widocznie jej w 100% wełnie jest za ciepło. No, bo wiadomo, toż to ryba...





       Skończyłam czytać książkę "1945 Wojna i pokój" Magdaleny Grzebałkowskiej. Uważam, że bardzo trafny był wybór ( oczywiście skusiłam się na czytanie  dzięki środowym koleżankom czytającym). Może niektórym nie bardzo podobają sie opisywane przez autorkę straszne sceny gwałtów, zabójstw, rabunków. Ale trzeba kiedyś poznać prawdę. W szkole na lekcjach historii rok 1945 był nam opisywany jako zwycięski ruch wojsk radzieckich na Zachód. Żołnierze według podręczników byli wyzwolicielami Polski, spotykani serdecznie przez miejscową ludność, i obsypywani kwiatami. Takie też sceny widzieliśmy z ekranów. Niestety teraz widzę, jak ciężkie czasy nastapiły w 1945 roku dla wielu ludzi. Każdy wypowiadający się ma swoja prawdę.
Teraz zaczęłam czytać "Szczygła"  Donny  Tartt. Pamiętam, że Makneta też tą książkę czytała. Początek bardzo intrygujący.

          Aby tych słonecznych dni starczyło wszystkim, na wszystko. Pozdrawiam wszystkich z jesiennego "złotego Wilna".

10 komentarzy:

  1. Wnuczek będzie zachwycony kamizelką.
    Kiedyś dawno temu zrobiłam w jeden dzień kamizelkę dla trzyletniego synka mojej kuzynki. Ale wtedy dużo dziergałam. Teraz zaczynam od nowa.
    O książce Grzebałkowskiej słyszałam...może i ja ją przeczytam. Prawda szokuje i każdy ją chce zaprezentować..dlatego trzeba wybierać wiarygodne źródła. Mam nadzieje, że Pani Grzebałkowska takim źródłem być może. Pozdrawiam Wilno, w którym nigdy nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wnuków jeszcze nie mam, to kamizelka dla chrześniaka mojej córki. A do Wilna warto wpaść.

      Usuń
  2. U nas tak pięknej jesieni na razie nie widać:(
    Gratuluję poczucia humoru, rybka bardzo fotogeniczna.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A my się cieszymy, jak na razie, słoneczkiem. A bez poczucia humoru nie da się żyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna kamizela i wygląda na mięciuteńką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż nawet ryba czasami musi przywdziać kubraczek:) "Szczygła" mam w planach, jednak czekam na jakiś dłuższy czas wolny, a wiesz, że w szkole z tym trudno... Zazdroszczę złtej jesieni, bo u mnie szaro, buro i mokro od ponad tygodnia.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Łapiemy każdy promyk słoneczny...

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękną macie jesień w Wilnie. Nad moim kawałkiem polskiego morza już szaro, buro i ponuro, a tę złotą jesień wrześniową przechorowałam. Kamizelka bardzo ładna i taka niebieściutka do tego. Miło mi, że spodobały Ci się moje świnki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj już też się zepsuła pogoda. A od Twoich kartek się uzależniłam. Muszę je oglądać.

    OdpowiedzUsuń