niedziela, 4 października 2015

Świąteczny nastrój i dzierganie dla "puszystych"



       Wczoraj spędziliśmy cudowny dzień w Kownie. Przyczyną wyprawy było zaproszenie od naszych znajomych na operetkę, bo w Kownie jest Teatr Muzyczny. Bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd, bo oboje z mężem lubimy teatr.


















       W ciągu niepełnych dwóch godzin dojechaliśmy do dzielnicy, gdzie nasi koledzy mają świeżo nabyty domek jednorodzinny. Po "ochach" i "achach" nad nabytymi metrami gospodarze zaprosili nas na obiad do restauracji na terytorium Klasztoru kamedułów.



 Widok na Klasztor kamedułów z paralotni.

      Pogoda  cudowna, ciepły jesienny dzień, miła rozmowa  przy stole, kaczka bardzo smaczna. Po obiedzie chciało się zostać w tym spokojnym ładnym zakątku, ale niestety czas naglił i udaliśmy sie na starówkę, aby nie spóżnić się na przedstawienie.
 
          Teatr Muzyczny

         Spacerując po starówce dotarliśmy do Teatru Muzycznego, gdzie spędziliśmy 3 godziny pod dzwięki muzyki. Oglądalismy operetkę " Bal w Savoy". Cudowna gra aktorów, lekka fabuła, wszystko stwarzało świąteczną atmosferę. W czasie przerwy miła niespodziąnka- czekał nas zarezerwowany stolik z szampanem .I w pewnym momencie koleżanka zwraca się do mnie:" No i  czy poczułaś, że już nastąpił dzień nauczyciela?"  I wtedy sobie  skojarzyłam, że to wszystko czego doznałam w gościnie , to jest najlepszym prezentem z okazji naszego święta, bo na Litwie dzień nauczyciela obchodzimy 5 pazdziernika. Po drodze do domu długo nie mogłam ochłonąć z wrażenia. A jeszcze przecież w szkole otrzymam kwiaty od swojej klasy i jak tu narzekać na swój zawód ?





      Kowno leży w bardzo malowniczej okolicy, bo własnie tam Wilia wpada do Niemna.



      Miasto jest  drugim co do wielkości i od 1920 roku do 1940 pełniło funkcję stolicy.

          Nasz kolega ( Albertas Bałtrunas) udostępnił nam zdjęcia swoje i syna ( Saulius) robione z paralotni. Jest bardzo dużo ładnych zabytków. Miasto warte zwiedzania.

 Robótkowo:
     Nie mogę wyhamować i zaniechać "pikotkowania". Miałam jeden motek wełenki, która swoim kolorem do niczego nie pasowała, a działała na mnie tak, że  musiałam ją "wykończyć". Po prostu była zbyt kolorowa, jak na mój gust. No i zaczęłam przerabiać zwykłym pończoszniczym ściegiem, ale od rogu i z pikotkami od Dagmary. I o dziwo, produkt okazał się do przyjęcia. Może kogoś obdaruję, a może sama
będę się otulała.







          Bardzo dawno nurtuje mnie pytanie. Jak i co dziergacie dla puszystych? Ponieważ mam z tą kategorią pań dużo wspólnego, bardzo starannie poszukuję wszędzie modeli na takie projekty i prawie niczego nie znalazłam. Piszę o tym, bo czasami po zrobieniu sweterka trzeba go komuś podarować, bo niestety " lustro  prawdę ci powie..." Więc taki problem istnieje, a jakoś nigdzie nie spotkałam jakichś wskazówek, podpowiedzi, aby coś optycznie pomniejszyć. Jeżeli ktoś zna tajniki (tylko nie piszcie, że trzeba mniej jeść-sama o tym wiem), to może użali się nad nami " puszystymi"i podzieli sie swoimi spostrzeżeniami.

       Pozdrowienia z jesiennego słonecznego (dzisiaj) Wilna.
       Honorata

4 komentarze:

  1. Piękne miasto! i piękne zdjęcia!
    też ostatnio miałam to samo, kolorowa włóczka, która się na mnie uwzięła swoimi kolorami i po prostu musiałam ją przerobić na chustę :)
    Pozdrawiam serdecznie w Dniu Nauczyciela!
    u nas w przyszłym tygodniu dopiero :)
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dzisiaj z okazji swojego święta kupiłam oczywiście włóczkę.

      Usuń
  2. Czy jeden z odcieni na chuście nie jest przypadkiem identyczny z kolorem wydzierganych przez Ciebie mitenek? Będzie piękny komplet.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety kompletu nie będzie, bo chustę mi zdjęła z ramion koleżanka w pracy, a mitenki też już prawie sprezentowane mojej fryzjerce. Ale już dzisiaj skonczyłam inną parę mitenek,

    OdpowiedzUsuń