środa, 27 lipca 2016

Wakacje, wakacje...

       Wakacje trwają, i to jest jeden z największych plusów pracy w szkole. Ale aby trochę podładować akumulatory na przyszły rok szkolny musiałam chociaż na tydzień wyjechać nad morze. W tym roku wybór padł na Bułgarię. Wybraliśmy niewielką miejscowość Św. Konsatantyna i Heleny, bo jest raczej dla spokojnie odpoczywających i nie budzą ludzi dochodzące odgłosy z dyskotek. Trafiliśmy na idealną pogodę, Prawie każdego dnia na niebie dryfowały małe chmurki, sprawiając dozowanie promieni ultrafioletowych. Nie było takich upałów, kiedy to  nie można bosą nogą dotknąć piachu plażowego.  No a woda ,to już najwyżej wszelkich pochwał. Niestety tydzień szybko minął i po powrocie do domu znowu te same zajęcia: zakupy, gotowanie, pranie, sprzątanie...





 


    Oczywiście, że niemało czasu na plaży spędziłam przy książce. Przeczytałam książkę Moniki Szwai "Zatoka trujących jabłuszek", która zamyka trylogię o czterech koleżankach. Oczywiście zadziałała zasada, że pierwsza książka jest zawsze dużo mocniejsza, aniżeli napisane potem przedłużenia historii. Literatura wybitnie kobieca i urlopowa.
   Teraz zaś czytam bardzo ciekawą książkę Katarzyny Surmiak -Domańskiej "KU KLUX KLAN". Autorka była gościem na Zjezdzie KKK w Arkansas. Miała okazję przyjrzeć się Klanowi z bliska, zapoznać się z przywódcami. Książka napisana bardzo dostępnym językiem w formie reportażu.
Mogę ta pozycję polecać razem czytajacym z naszą Maknetą.
















      A z "rękoczynów" moich pokazuję narzutkę , która jest prawie kopią wcześniej pokazywanej tu .














No i jeszcze życzę wszystkim tu wpadającym dobrego lata.












środa, 13 lipca 2016

Kocham cię, Polsko


       Pod takim hasłem żyję już dobrych kilkadziesiat lat, od tej chwili, kiedy to pierwszy raz moja noga stanęła na ziemi polskiej. Świeżo po maturze odbyłam podróż życia, o której marzyłam odtąd siebie pamiętam. Już na dworcu kolejowym w Białymstoku byłam wszystkim zachwycona. Absolutnie wszystkim. Ogłoszenia o odjeżdzie kolejnego pociagu były przekazywane po polsku, kiosk " Ruch " na dworcu oferował tyle polskich gazet, ( u nas kupowało się z pod lady " "Przyjaciółkę" ), dookoła byli kulturalni ludzie ładniej i bardziej kolorowo ubrani. Jednym słowem i powietrze było czystsze, i woda smaczna i wszystko, wszystko było tu lepsze, aniżeli u nas. Tak, to były czasy peerelowskie, ale takiego socjalizmu, jaki był u nas w ówczesnym Związku Radzieckim, tu nie było, byliśmu daleko do tyłu. Zakochałm się w tym kraju na zawsze  i odtąd starałam się odwiedzać Polskę przy każdej możliwości.
     8 lipca wyruszyłam do Warszawy odwiedzić syna i pozwiedzać stolicę. Dawno planowałam   odwiedzić Muzem Techniki, więc pierwszego dnia po przyjeżdzie udaliśmy się w stronę Pałacu Nauki i Kultury. Byłam bardzo zachwycona eksponatami w muzeum technicznym, i naprawdę dużo zdjęć wykorzystam na lekcjach.



    Szczególnie ciekawa była sala z eksponatami wynalazków Leonardo da Vinci.


 
                                                                                                                                                    A to jego  czołg



     Spadochron Leonardo da Vinci



 Każdy odwiedzający może znależć coś dla siebie. Są sale poświęcone astronomii, hutnictwu, górnictwu, mnóstwo starych pojazdów.


    
   Nie mogłam przejść obok pierwszych pralek..



   Kiedy po kolacji skierowaliśmy sie w stronę stacji kolejowej, to ujrzeliśmy taki widok na ulicy:

     Mnóstwo policji i na chodnikach ustawiający się ludzie. Wniosek: pojedzie ktoś bardzo ważny ze szczytu NATO. Oczywiście czekamy i po kilkunastu minutach obok nas przejeżdżają dwa samochody Obamy. W jednym z nich jest prezydent Ameryki. 

           Taki zbieg okoliczności stał się miłą niespodzianką dla mnie.



    W sobotę zwiedziłam Muzeum Żydów. Wyszłam po obejrzeniu wystawy  wzbogacona o  informację z historii narodu żydowskiego. Współczesne muzeum bardzo dostępnie i ciekawie przedstawia różne epoki z życia Żydów.





  A w niedzielę według planów - Łazienki:












     Wieczorem spacerkiem udajemy się na Starówkę, i to co widzę na jakiś czas zaciera wszystkie moje doznane dobre wrażenia. Z początku nie mogłam zrozumieć o co chodzi, ale potem skojarzyliśmy, że mamy 10 lipca.  Przed Prezydenturą na jednej stronie ulicy przedstawiciele KOD-u z hasłami antyrządowymi, na drugiej zaś na chodniku krzyż ze zniczy i idąca nieliczna procesja z księdzem na czele. Z głośników padają ostre oskarżenia. Turyści patrzą z wyrażnym rozbawieniem , niektórzy z politowaniem. Boli to. I tu nasuwa się mi nowe hasło pytanie: "  Jak cię taką kochać, Polsko?"























      Wyjechałam z Polski z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony odpoczęłam od codziennej rutyny, dużo zwiedziłam, mile spędziłam czas na rozmowach z synem, a zdrugiej strony muszę ciągle żyć  nadzieją , że nastapi taki czas, kiedy  kraj nie będzie "rozszarpywany" przez partie.
      Ponieważ dzisiaj jest środa Maknetowa, więc kolej na książki i robótki.
     Nigdy nie brałam udziału w podobnych akcjach charytatywnych, ale nie mogłam zostać w stronie, kiedy przeczytałam o  akcji Tęczowy kocyk
    Wczoraj w ramach akcji wydziergałam pierwszy komplecik.



  Po drodze z Wilna do Warszawy i z powrotem czytałam literaturę wybitnie kobiecą i odpowiednią na lato. To książka Moniki Szwai " Stateczna i postrzelona". Bardzo się lekko czyta, pozytywnie nastraja czytelnika na wiarę w dobre zakończenie.

      Na tydzień wybieramy się do Bułgarii, więc serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników bloga i życzę dodatnich emocji. Honorata



















środa, 6 lipca 2016

Czy Wilno pamięta Mickiewicza?

        Zakładając bloga  planowałam , że będę czasami pisała o moim mieście. Ostanie posty były dalekie od początkowych postanowień, więc najwyższy czas nadrobić zaległości, bo letnia pogoda sprzyja spacerom po naszym grodzie.
     Dokąd udajemy się? Oczywiście na starówkę. Nie jest duża, ale pełna historycznych miejsc, o czym świadczą liczne tablice.
     Ulica Zamkowa. Idziemy wzdłuż ściany Uniwersytetu. Pierwsza napotkana tablica głosi:




     We wrześniu 1815 roku Adam Mickiewicz podejmuje studia humanisyczne na Uniwersytecie Wileńskim. Studenta Mickiewicza cieszy fakt, że wykłady prowadzą wybitni profesorowie, martwi zaś świadomość tego, że życie uniwersyteckie jest cenzurowane przez Imperium Rosyjskie.  W 1817 roku  wraz z Tomaszem Zanem i grupą przyjaciół założył Towarzystwo Filomatów, które z czasem przekształciło się w spiskową organizację narodowo-patriotyczną, która pełniła funkcję edukacyjno-patriotyczną polskiej młodzieży wileńskiej.
  W 1819 rozpoczął pracę jako nauczyciel w Kownie, gdzie mieszkał 4 lata. 
  W 1823 roku został aresztowany i uwięziony w klasztorze Bazylianów w Wilnie , a następnie skazany za udział w tajnych młodzieżowych organizacjach na zesłanie w głąb Rosji.
      5 listopada 1824 roku, po wyroku w sprawie Filomatów i Filaretów  Mickiewicz opuścił Wilno na zawsze.
   Ponieważ niezamożny Adam nie miał własnego mieszkania, często zmieniał adres zamieszkania, i kilka domów  obecnie ma zaszczyt nazywać się domami, w których mieszkał poeta. W jednym z nich, na zaułku Bernardyńskim,  jest obecnie czynne Muzeum Adama Mickiewicza.

 









Dosłownie kilka kroków dalej nad bramą upiększoną grafiti, widzimy jeszcze jedna tablicę świadcząca, że i tu też " pomieszkiwał " nasz wieszcz.


 








\
    Pokazałam tylko kilka blisko położonych miejsc zwiazanych z wielkim wieszczem. Czy Wilno pamięta Mickiewicza? Oczywiście. Przyjezdżajcie i przekonajcie się sami. W celi Konrada ( gdzie był więziony poeta) odbywają się wieczory literackie. Polska młodzież poznaje tajniki mowy ojczystej w Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. Ulicą Mickiewicza udamy się do starej wileńskiej dzielnicy Zwierzyńcem zwanej. Zaś w Domu Polskim smaczną kawę podadzą w restauracji "Pan Tadeusz".

A Wiliji widokiem i szumem Wilejki
Ukołysany, marzył o wilku żelaznym;
I zbudzony, za bogów rozkazem wyraźnym
Zbudował miasto Wilno, które w lasach siedzi
Jak wilk pośrodku żubrów, dzików i niedźwiedzi”.
(fragment poematu A. Mickiewicza „Pan Tadeusz”)
.
      Ponieważ nie można często łamać tradycji (bo ubiegłej środy wagarowałam), więc z przyjemnością udaję się na debaty książkowo- dziewiarskie do Maknety
     A więc trylogię Remigiusza Mroza  (Ekspozycja,   Przwieszenie, Trawers ) mam za sobą. Ode mnie wielkie brawa dla autora. Przekonał mnie, i widocznie do jego książek jeszcze powrócę.
    Teraz o robótkach. Narzutka dla córki gotowa, ale pokażę za tydzień na właścicielce.   A na warsztacie zaczątki sweterka w kolorze gorzkiej czekolady. Włóczka oczywiście ze starych zapasów, półwełenka rosyjska,   Absolutna improwizacja, trochę warkoczy na przemian ze ściegiem francuskim. W coś to się musi przekształacić, chociaż końcowej wizji jeszcze nie mam.
 



      Serdeczne pozdrowienia czytającym i piszącym komentarze. Cieszę się, ze w krótkim czasie pozanałam nowe koleżanki, których wypowiedzi bardzo mnie podbuduwują, a ich  "wyczyny " dziewiarskie mobilizują. Udanego lata.
Honorata