Translate

wtorek, 14 kwietnia 2026

...i po Świętach

                                                 


   Minęły Święta, zostały miłe wspomnienia i zdjęcia. W tym roku do świątecznego śniadania zasiadaliśmy  u syna i synowej  w Warszawie. W wielką sobotę z rana my wyjechaliśmy z Wilna, a córka z Krakowa. Muszę przyznać, że lubię spędzać czas świąteczny po za domem, automatycznie unika się przedświątecznego stresu, a rodzina jest razem. Nawet pogoda nam sprzyjała, bo wyjechaliśmy z bardzo ochłodzonej Litwy, a w Warszawie w niedzielę słupek rtęci skoczył aż do 20C. Po sutym śniadaniu i przy tak wspaniałej pogodzie chciało się wybrać za obręby miasta. Pojechaliśmy zwiedzać Radziejowice, a konkretnie zespół pałacowo -parkowy,  który często reżyserzy wykorzystują jako tło do filmów. Piękny staw, aleje, zabytkowy pałac i zameczek przyciągują masy zwiedzających, więc nie zabr                      

 

 

                                               

                                                                                

                               

                                

                                                                                   

      W czasie podróży, która trwa od Wilna do Warszawy 5 godzin, powstawały skarpety z resztek Opalu. Przecież musiałam zabrać ze sobą druty i włóczkę. 

                                                           

 

 

     Córce przywiozłam świeżo udziergany kardiganik. Na szczęście trafiłam z rozmiarem, bo wiadomo, kiedy się robi bez przymiarki, to trochę tej obawy bywa,  czy będzie pasował. Kardigan powstał z połączenia dwóch włóczek dropsowskich- Fabel i Kid Silk moher. Z takiego zestawu zrobiłam sobie sweter, który bardzo dobrze się spisuje przy noszeniu. Jest lekki, ciepły, mięciutki, no i co niemało ważne - niedrogi wariant. Robiłam gładkim ściegiem, więc trochę urozmaiciłam sweterek elementami ażuru, umieszczając go na plecach, na rękawach i u dołu. Robiłam z góry, reglanem, zamykając oczka ikordem. Jak zawsze zaliczyłam kilka pruć.  

                                            

 

                                                  

                                                                          

      

       Teraz słów kilka o dziwnym zbiegu okoliczności. Zawsze z  zazdrością czytałam relacje koleżanek blogowych z różnych ciekawych spotkań dziewiarskich, festiwali, targów. Jak by się chciało zanurzyć w takiej atosferze. Córka zaprosiła mnie na 17 kwietnia na spektakl do Krakowa, z czego się bardzo ucieszyłam. A już kilkakrotnie pisałyśmy do siebie  z Marią Zofią, że wartałoby mi przyjechać do Krakowa i zapoznać się osobiście (bo znamy się z blogów). Więc  przy takiej okazji informuję Marię Zofię o swoich planach, a ona mówi mi, że 18 kwietnia odbędą się krakowskie Targi włóczkowe. Warto marzyć, nawet jeżeli marzenia nie wydają się realne. Już myślami bryluję wśród regałów z włóczką. 

  A teraz o książkach, bo Święta też czytaniu sprzyjają. Więc zacznę od tego, co mnie bardzo poruszyło. Kiedyś, kilka lat temu, przeczytałam powieść Roy Jacobsena "Niewidzialni". Byłam zachwycona tą historią jednej rodziny, mieszkającej na małej wysepce, i borykającej się z różnymi wyzwaniami.  

       I teraz na portalu "Lubimy czytać" wpada mi w oko informacja o drugiej, trzeciej i czwartej książce z tej serii. Oczywiście, że chciałam poznać dalszy los bohaterów, więc przeczytałam od nowa "Niewidzialnych" i kolejno " Białe morze", następnie " Oczy z Rigela'' i "Tylko matka". Nie mogłam sie oderwać od czytania. Kolejny raz podziwiam kuszt pisarzy skandynawskich, którzy szczególnie po kunsztowsku potrafią przekazać czytelnikom historie tych bohaterskich narodów, mieszkających w surowych warunkach klimatycznych. Polecam bardzo, warto poznać, jak na tak małej przestrzeni otoczonej wodą, ludzie potrafili stworzyć dla siebie i swoich bliskich  tak "wielki" świat. 

        Wszystkim tu zaglądającym życzę odważnych marzeń i nadziei na ich spełnienia. 

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz