Często strofuję siebie, że zamiast wybrać najprostszą drogę do realizacji jakiegoś pomysłu potrafię iść "krętymi ścieżkami" tracąc przy tym więcej czasu i energii, przysparzając sobie sporo problemów. Rozpatrzmy przykładowo robótki ręczne. Można natrafić na wzór i fason, który najlepiej nam się udaje, najładniej się układa i przy którym kolejny z rzędu egzemplarz będzie po prostu wykonywany automatycznie, nie zaprzątając głowy liczeniem oczek i rzędów. Zaoszczędzimy czasu i nerwów. Bardzo racjonalne podejście, ale u mnie nie działa nawet przy takich krótkotrwałych projektach, jak dzierganie skarpet. W tym roku zrobiłam chyba z dziesięć par i w każdej starałam się wypróbować różne sposoby. Były pary robione od palców i od ściągacza, wzorem strukturalnym i gładkim, z piętą bumerang, strong, klinkami pionowymi, z klapką i podkową. Ściągacze 1 na 1, 2 na1, 2 na 2. Warkoczyki i wzór japoński, długie skarpety i krótkie. Wyszukuję w internecie różne ciekawe okazy, próbuję zrobić, pruję, i sama siebie karcę iż marnuję tyle czasu na eksperymenty. Ale już od tygodnia żyję z przekonaniem, że postępuję prawidłowo, znalazłam bardzo argumentujące usprawiedliwienie, które mnie zadowala i myślę, że i dalej będę posuwała się raczej po tych trudniejszych szlakach.
A stało się to tak, kiedy przy kolejnej parze skarpet słuchając różnych podcastów natrafiłam na wykład profesorki z dziedziny neuronauki i psycholingwistyki. Temat był ciekawy, bo uczona mówiła o możliwościach ludzkiego mózgu, o jego umysłowo-poznawczych zdolnościach, o jego kontroli nad narządami i procesami ludzkiego ciała. Na koniec wykładu profesorka poświęciła kilka minut problemom z pamięcią. Kilka razy podkreśliła, że człowiek musi ciągle ćwiczyć mózg, zmuszać go do aktywnej pracy unikając rutynowych, powtarzających się, automatycznie wykonywanych czynności. Bardzo polecane są gra w szachy, muzykowanie, haftowanie, różne robótki ręczne, nauka języków. Najbardziej pożyteczne są zajęcia przy ciągle zmieniających się warunkach i okolicznościach. Wracając do domu zaleca się unikać przetartych szlaków, zegarki przełożyć na inną rękę, oglądając zdjęcia, trzymać je do góry nogami i wyszukiwać na nich znane osoby. Bardzo się ucieszyłam, że robótki były wymienione wśród zajęć pożytecznych do ćwiczeń mózgu, i na pewno moje poszukiwania ciągle czegoś nowego, nawet przy robieniu skarpet, nie prowadzi do rutyny, a zmusza mózg do wzmożonej pracy. A to znaczy, że troszcząc się o swoje zdrowie musimy ciągle poznawać, szukać, odkrywać.
A teraz pokażę, jakie moje kolejne "odkrycia " zeszły z drutów. Skarpety z Fabel sa miękkie i przytulne. Bardzo
przyjemna włóczka w dotyku. Nad czym głowiłam się przy tej parze? Robiąc
piętę z boku klapki nabierałam boczne oczka wkłuwając się od razu w dwa
kolejne, aby wyciągnąć jedno. Najpierw nabierałam oczko z pierwszego i drugiego razem, następne z drugiego i trzeciego itd...Przez to mam ładnie, równo, bez dziurek
wyciągnięte boczne oczka. Byłam wynikiem zadowolona, skarpety już wysłane koleżance do Niemiec.
Następna para zrobiona z "Alize" Superwash Comfort Socks. Co raz bardziej przekonuję się do tej włóczki, po blokowaniu ładnie wygląda, jest optymalnej grubości. Zrobiłam piętę strong, ale teraz w połączeniu z podkową i zamykając na podeszwie w kształcie rombu. Pięta bardzo sympatycznie prezentuje się na nodze. Połowę nabranych oczek przerabiałam ściągaczem "2na2", co pozwala dostosować się skarpecie do różnej szerokości stopy.
No i musiałam i zrobić parę krótkich skarpet do adidasów. I znowu nauka podwójnego ściagacza, rzędu skrócone przy tworzeniu nadpiętka ( termin według Bokasi). Pięta z klapką, podkową i już wypróbowanym nabieraniem bocznych oczek. Znowu włóczka Alize nie zawiodła, mięciutkie pastelowe skarpety czekają aż będą zapakowane i wręczone właścicielce.
Czego jeszcze nie było? Nigdy jeszcze nie próbowałam "ząbkowania" przy dzianinie. Przy zużywaniu resztek od Fabel i Pro Lany postanowiłam zrobić "łagodne ząbki", bo narzut robiłam po dwóch przerobionych oczkach. Jeszcze w tej parze obie włóczki łączyłam w trakcie roboty metodą heliks. Na razie "ząbków" nie zaliczyłam do swoich faworytów. Może to tak z pierwszym podejściem bywa...
![]() |
![]() |
W produkcji skarpet nastąpi wymuszona przerwa, bo zaciągnęłam się do testowania swetra i znowu mam okazję poćwiczyć swój umysł, staram się samodzielnie rozwikłać powstające problemy przy odczytywaniu instrukcji i ciesze się, kiedy mi udaje. No i żeby uniknąć rutyny ( według zaleceń neuronauki ) planuję i moralnie szykuję się do zmiany drutów na szydełko, bo tradycyjnie chce się odnowić jakieś dekoracje świąteczne.
Kolejne przeczytane książki. Kristin Hannah "Pozwól odejść". Ta autorka nie zawodzi. O przyjaźni, o ciężkich chwilach po odeściu najbliższych, o trudnych relacjach między dziećmi i rodzicami. Powieśc, która zmusza czytelnika zamyslić sie nad swoim sensem życia.
Przeczytałam też pierwszy kryminał Lisy Gardner "Crash and Burn"i byłam mile zaskoczona umiejętnością autorki trzymać czytelnika w napięciu, nie dając możliwości samemu w trakcie czytania wytropić przestępcę. Czytałam po litewsku, nie znalazłam przekładu tej powieści na polski. Na pewno do książek Lisy Gardner jeszcze powrócę.
Teraz czytam książkę, o której bardzo dawno słyszałam, że cieszy się wielką popularnością. Chodzi o książkę Jennifer Gardy "Co w brzuchu burczy". Autorka w bardzo dostępny sposób przekonuje młodego czytelnika ( tak, to jest książka raczej napisana dla dzieci), że warto przyjrzeć się bliżej różnym procesom fizjologicznym zachodzącym w organizmie człowieka. Czasami przy czytaniu nie można pohamować wybuchów śmiechu, bo autorka zaskakuje nas bardzo trafnymi i zabawnymi porównaniami organów ciała do różnych przedmiotów. Uważam, że wszystkim można polecać tą książkę.
Za oknem prawie już zima. Chociaż dzisiaj mamy w Wilnie tylko -1C. Życzę wszystkim tu zaglądającym ciepłego wieczoru, miłej atmosfery, i dla wielu Polaków dobrych wiadomości z Kataru po kolejnym meczu polskiej drużyny. Też kibicujemy szczerze.