Może to moja więź z fizyką zmusza mnie do szukania we wszystkim logiki. Skoro za oknem zimna pora roku, a tylko dopiero wczoraj w Wilnie rozpoczął się sezon grzewczy, więc zgodnie z logiką muszą schodzić z moich drutów rzeczy przeznaczone do ocieplania naszego ciała. Już na początku września odczuliśmy "uroki" mieszkania na parterze, kiedy to ciepło z mieszkania (czyli energia) zaczęło znikać przy zetknięciu się z zimną podłogą, bo pod nami już tylko piwnice. Zapomnieliśmy, jak podobna sytuacja była zbawczą w upały i jak latem cieszyliśmy się podłogą chłodzącą nasze zgrzane stopy. Teraz zaś chciało się ubierać na cebulkę, albo zanurzać się w jakiś objętościowy, gruby sweter, który po prostu nie istniał, ale był w moich planach. Czułam potrzebę udziergania takiego "zwyklaka"- bardzo grubego, który pochłonąłby niemało różnych resztek włóczki i który nie sprawiałby problemów przy robocie. Po trochu zaczęłam zbierać włóczkę i łączyć ze sobą, aby dobrać kolory i grubość nici roboczej. Sweter zaczęłam od dołu, robiąc naokoło przód i plecy razem aż do rękawa. Na potrzebnej wysokości podzieliłam robótkę na dwie części i dalej robiłam osobno przód i tył. Na przodzie zostawiłam miejsce na plisę i rzędami skróconymi utworzyłam nieznaczny skos na ramionach. Popełniłam wielki błąd, nie uwzględniłam iż przy tak grubej fakturze wyrobu trzeba było wybrać po kilka centymetrów z boków na rękawa. Ale o tym przekonałam się tylko po zszyciu ramion i wstawieniu rękawów. Trochę za dużo się marszczy w niektórych miejscach (zapamiętam na przyszłość) , ale chodziło przede wszystkim, aby sweter był ratunkiem na chłody, i taki właśnie teraz jest. Robiłam drutami nr 5,5. Włóczka zbiorowa, i czego tam tylko nie ma. Od dołu czarna półwełna z bordowym akrylem pozostałym po kardiganie, dalej dużo szarego koloru z koralowym Airem, fioletowy Haapsału z szarą Karismą i Nordem, wszystko łączone tak, aby dominowały kolory wrzosowe. Wykończyłam przód niegłębokim rozcięciem z plisą, która ładnie przeszła w ściągacz dookoła szyi. I tu znowu mi zostaje kłębuszek mięciutkiej włóczki Air, którego już nie da się zagospodarować. I kolejne wyzwanie, a może spróbować pierwszy raz w mojej praktyce dorobić do swetra kaptur. A może to tylko dla młodych? Jak będzie nie na miejscu, to spruję i po sprawie. Ale jak widzicie na zdjęciach nie sprułam, sweter jest bardzo na czasie,przytulny, codziennie noszony i wypróbowany na działce przy pracach porządkowych.

Przy ocieplaniu się nie sposób nie wspomnieć o sezonie skarpetkowym. Włóczka do ocieplania nóg zakupiona, (uwierzcie mi na słowo w bardzo pokaźnej ilości i różnorodności ) poszukiwania tej "najlepszej pięty" trwają, ale o tym napiszę w następnym poście.

Mimo, że narzekamy na jesień, to w tym roku pogoda sprzyjała pracom na działce, gdzie mogliśmy stopniowo porządkować teren i przygotowywać ziemię do zimowania. W końcu zdecydowaliśmy się wyremontować szklarnię, została pokryta nowym dachem, uzupełniono ubytki w szybach szklanych. Po wszystkim wyszorowałam szkła i w końcu dokonaliśmy dezynfekcji szklarni używając do tego siarki. Na zdjęciu obok szklarni jest wapno rozsypane aby odkwasić glebę, a nie śnieg. Widoki działki jesiennej są raczej smutne, no bo wiadomo, że nastrój nadawały kolorowe kwiaty, których brak, a opadające z drzew liście potrafią tylko przysparzać ogrodnikom pracy.
Z "książkowej półki" będzie dziś o książce, którą chcę polecić czytającym koleżankom blogowym. Bonnie Garmus "Lekcje chemii". Nie mogłam oderwać się od czytania, od bycia razem z bohaterką powieści Elizabeth Zott. W latach pięćdziesiątych, kiedy ogólnie kobiecie przypisywano funkcję dbania o dom, męża i dzieci, Elizabeth, pozbawiona możliwości pracować prawdziwym w laboratorium chemicznym, stworzyła laboratorium ze swojej kuchni. Prostolinijna i szczera inspiruje inne kobiety do zmian i realizacji swoich marzeń. W książce znajdziecie cudownie przekazane portrety wielu ludzi otaczających Elizabeth, zaskoczy was mądra nad wiek córka bohaterki, a także niezwykły pies, który dzięki Elizbeth poznał znaczenie przeszło dziewięciuset słów i nazywa się Szósta Trzydzieści. Chyba wielu już zaintrygowałam.
Życzę wszystkim tu zaglądającym udanego ocieplania się w te jesienne i nie zawsze pogodne dni.