
Początkowo chciałam napisać, że będzie o "skarpetowiczkach", skoro uzależnione
od picia sa nazywane alkoholiczkami, to taki termin wśród dziewiarek też może istnieć. Ale w czas przypomniałam sobie, że sześc lat temu, kiedy byłam uzależniona od chust i jedną z mozaikowych podarowałam koleżance z pracy w dniu jej jubileuszu, to ona w podzięce przyniosła mi parę skarpet, które zrobił jej brat. Otóż ten mężczyzna w kwiecie wieku ma podpisaną umowę i robi na drutach skarpety na rynek skandynawski. Dotychczas służą mi, ostatnio korzystam z nich na działce zakładając do botków gumowych. Teraz rozumiecie, że nie miałam prawa wyeliminować całkowicie mężczyzn z tej sfery dziewiarstwa ręcznego.
O skarpetach możemy znaleźć mnóstwo różnych postów, ładnych romantycznych opisów ich przeznaczenia, jak też pomocnych wskazówek przy ich tworzeniu. Sama buszowałam po różnych blogach, kilkakrotnie studiowałam posty Bokasi, odnosiłam się do porad Marii . Obejrzałam niezliczone ilości filmików na yuotubie. Czego poszukuję w tematach skarpetkowych? Chcę oswoić niektóre nowe dla mnie techniki, poszukuję dotychczas "idealnej" pięty, chcę poznać właściwości różnych włóczek przeznaczonych specjalnie do robienia skarpet. No i przy dzierganiu każdej pary wyłania się wiele innych jeszcze "problemików ", które chce się rozstrzygać. Napiszę o moich wrażeniach i refleksjach powstałych w toku pracy. Zacznę od różnych rodzajów pięty. Dotychczas zazwyczaj rozpoczynałam skarpetę od palców i robiłam piętę "bumerang" z klinkiem.

Przy pierwszych parach nie wybrzydzałam, ale stopniowo zaczęłam tracić
zaufanie do tej pięty, bo skarpeta przy noszeniu była skłonna zsuwać się
ze stopy.
Następną była para dziergana od góry według "przepisu" Bokasi.Pięta jest wyrabiana przy pomocy klapki i rzędów skróconych. Przy tej okazji nauczyłam się bardzo pożytecznej sztuki wykańczania skarpety szwem dziewiarskim ( z filmików).

Maria podsunęła mi myśl, że najlepiej sprawdza się skarpeta o pięcie z klapką i z klinem, ponoć nie zsuwa się z nogi nawet podczas snu. Też czasami śpię w skarpetach, więc musiałam ten powszechnie znany, bardzo często i gęsto w filmikach pokazywany "babciny" sposób wypróbować. Teraz już zawsze zaczynając od góry, czyli od ściągacza, bo bardzo spodobało mi się wykończenie igłą. Powstała taka para z Alize Superwash, Comfort Socks.

Owszem skarpeta dobrze trzyma się nogi, ale... trochę mi przy tej pięcie zabrakło estetyki.

Adrenalina pobudza ciekawość, czy coś jeszcze nieznanego i pożytecznego mogę odkryć? Na przestworzach internetu zahaczyłam o piętę bardzo prostą w wykonaniu, z pionowymi klinkami wrabianymi od góry, ( dotychczas klinki układały się poziomo) dodając stopniowo z obu stron po 13 oczek. Potem wszystkie zbędne oczka szybko się redukują rzędami skróconymi. Na pewno wielu zna ten sposób, ja zaś zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Najpierw powstały skarpety czerwone, potem tym samym sposobem żółte.



Ta pięta z pionowymi klinkami podbiła moje serce, bo jest bardzo łatwa w wykonaniu, no i podoba mi się jej forma na nodze. Więc machnęłam jeszcze jedną parę tym sposobem, z włóczki PRO LANA ( od Meine Wolle). Włóczka przetykana srebrną nitką, w 100g 420m, 75% wełny, 22% poliamidu i 3% poliesteru. Włóczka przy pracy nie mechaci się, skarpety ładnie się zblokowały.

No i ostania para na dzisiaj. Z filmików dowiedziałam się, że bardzo łatwy sposób jest na piętę "strong". Bardzo podobna sytuacja, jak w pięcie z pionowymi klinkami. Chodzi o to , że po przerobieniu odpowiedniej długości nogawki poprzez dodawanie oczek "wklejamy " nie po dwa klinki trójkątne z 13 oczek po obu stronach skarpety, tylko rozszerzający się trapez na pięcie, dodając już 26 oczek. Potem identycznie jak w poprzednim sposobie redukujemy zbędne oczka. A dalej osiągamy początkową ilość oczek i lecimy w kierunku palców... Na nodze pięta skarpetkowa ładnie otula naszą piętę.

Jeżeli spytacie, czy nareszcie natrafiłam na tą idealną piętę, to myślę, że najbliżej tego miana są skarpety z klinkami pionowymi ( tak je już nazwałam), a na drugim miejscu ulokowałabym piętę "babciną" ( ale nie ujął mnie sposób jej tworzenia). Prawda, jeszcze w różnych skarpetach muszę się przespać, aby według zasady Marii przetestować ich praktyczność.
Śmiało mogę twierdzić, że nie kupię więcej skarpetkowej włóczki NAKO Boho. Po zakupie natknęłam się na opinie, że jest niejednakowej grubości, mechaci się. Przekonałam się, że niełatwa jest w pruciu, sama faktura dzianiny nie zachwyca, więc musiałam wprowadzić wzorek, aby zatuszować nierówności. Jednym słowem rozczarowanie. Nadal lubię w skarpetach włóczkę Alize Superwash . Cieszę się, że jeszcze został mi motek włóczki PRO LANA, tej z połyskiem, w odcieniu zielono fioletowym. Czeka mnie jeszcze Fabel i super włóczka angielska, ale o tym w następnych postach.
Nie będę ( tak mi się wydaje) ponownie próbować robić obie skarpety naraz. Nie moja to bajka, nie lubię, kiedy coś krępuje moje ruchy przy dzierganiu. Próbowałam, starałam się, ale w końcu zrezygnowałam.
Bardzo krótko o literaturze. Przy robótce najlepiej spisuje się słuchanie audiobooków. Przyszłam do wniosku, że chyba dojrzałam na drugie podejście do "Mistrza i Małgorzaty". Czytałam powieść mając lat kilkanaście, bo tym zaczytywali się wszyscy, i bardzo byłam zawstydzona, że nie doznałam oczekiwanej euforii. Byłam po prostu za młoda na literaturę od Bułhakowa. Teraz
jestem zachwycona, zauroczona, delektuję się każdym słowem autora.
Słucham w wersji oryginalnej.
Na kilka dni wpadli do nas syn z synową z Warszawy. Przy ładnej pogodzie odwiedziliśmy obok Wilna leżące Troki. Chyba wielu z was było na Litwie i zwiedzaliście Troki, ale raczej latem. A takie są jesienne obrazki trockie.
Życzę wszystkim przyjaznej jesiennej aury. Przypomniałam sobie jak moja Świętej Pamięci teściowa mówiła kiedyś, że dla zdrowia trzeba nogi trzymać w cieple, głowę w chłodzie , a żołądek w głodzie. Co do nóg całkowicie się zgadzam, skoro tyle dziewiarek jesienią przestawia się na produkcję skarpet.