Poszukałam przysłów o styczniu, co się niebawem już kończy, i który nam w tym roku jak nigdy pożałował i śniegu, i mrozów. Mądrość ludowa twierdzi, że będziemy mieli:
mroźną i długą wiosnę, bo
Gdy w styczniu woda huczy, to na wiosnę mróz dokuczy.
Kiedy styczeń mokry trzyma, zwykle bywa długa zima.
Gdy styczeń zamglony, marzec zaśnieżony.
i grozi nam nie tylko chłód, ale nieurodzaj i głód, bo:
Kiedy w styczniu rośnie trawa, licha w lecie jest potrawa.
Jeżeli pszczoła w styczniu z ula wylatuje, rzadko pomyślny rok nam obiecuje.
Styczeń mrozem trzeszczeć musi, wtedy chłopa plon przydusi.
Czy zawsze sprawdzają się ludowe porzekadła na praktyce? Chyba każdy na ten temat ma swoje zdanie, ale dzisiaj przy czytaniu wiadomości zahaczyłam o zdanie, że w lutym czekają nas śnieżyce. Już niedługo, a przekonamy się. A na razie robię wniosek dla siebie, że grube wełniane włóczki nie muszą być chowane do głębszych szuflad, bo i skarpety ciepłe i czapki mogą być na topie jeszcze w tym roku.
Pokażę swoje prace grudniowe, które powstały spontanicznie, bo akurat trzeba było obdarować małego Frania z Krakowa. Franio jest synkiem koleżanki mojej córki. Żartem kiedyś było powiedziane, że skoro ma się urodzić w grudniu, więc niech to będzie 17-go, bo to jest dzień urodzin mojej córki. No i koleżanka nie zawiodła, Franio zjawił się za kilka godzin przed północą, 17 grudnia, potwierdzając swoje prawo do noszenia imienia Franciszek, bo tegoż dnia są urodziny Papieża Franciszka. Ciepłe buty i maskotka już dotarły do właściciela.

Z kilka dobrych lat dwa motki włóczki Dolphin czekały aż odważę się przerobić je na maskotki. Grubość włóczki i jej struktura trochę mnie odstraszały od szydełkowania. Oczywiście nie każda maskotka może być wykonana z takiej włóczki, nie ma tu miejsca na drobne elementy, ale zajączek akurat pochłonął cały moteczek, i ogólnie prezentował się nieźle. Aby się pozbyć drugiego motka szybko udziergałam jeszcze jednego zajączka , czerwonego z weselszą minką.

Likwidując resztki moteczkowe niedawno przy oglądaniu filmów zrobiłam dwie pary domowych "balerinek" . Jedną parą obdarowałam koleżankę z pracy, a chyba niejedna jeszcze para powstanie, bo łatwe w wykonaniu i przydatne w użyciu.


W ubiegłym roku trafiła mi się książka Fiderika Backmana " Pozdrawiam i przepraszam". Byłam mile zaskoczona , jak młody stosunkowo autor potrafi przekazać emocje i myśli ludzi z różnych pokoleń. Zaciekawiła mnie jego twórczość i sięgnęłam po następną jego książkę "Mężczyzna o imieniu Ove". Niby tak prozaiczny temat, jak samotność człowieka, który po utracie żony i po wyjściu na emeryturę nie może odnaleźć się w tym świecie, jest zrealizowany w książce z tak szczegółową analizą charakteru tego na pierwsze wrażenie nieociosanego gbura, z tak odpowiednio dawkowaną ilością humoru, że nie sposób bohatera nie polubić. Książka jest o tym, jak ważne dla każdego jest miłość, czułość i współczucie otaczających.
Jeszcze jedna książka tegoż autora " Britt-Marie tu była" poświęcona jest kobietom, które po kilkudziesięciu latach bycia tylko "żoną" dbającą o dom i dzieci potrafią odnaleźć się w najbardziej zaskakującej sytuacji, poradzić sobie i stać się niezbędnym ogniwem w losach jak najbardziej niepasującym do nich otoczeniu. Porównując obie książki, oczywiście Ove jest według mnie bardziej godną polecenia dla wszystkich, i dla kobiet, i dla męzczyzn. Życie zaś Britt-Marie jest jakby przedłużeniem książki "Pozdrawiam i przepraszam", bo już tam występuje, jako mieszkanka przedziwnego domu, w którym dzieją się przedziwne historie.
Tyle na dzisiaj z zielonego styczniowego Wilna. Wszystkich czytających serdecznie pozdrawiam i życzę, aby co do chłodu i głodu przysłowia nam się nie spełniły.