Bardzo długo starałam się zdobyć książkę Michelli Obama "Becoming. Moja historia". W bibliotece nie było szans na nią , bo kolejka ustawiła się ogromna, i wraz z oczekiwaniem na zdobycie książki automatycznie wyolbrzymiały się moje nadzieje co do jej treści i wartości. Przy rozmowie z krewną, którą widuję raczej dosyć rzadko, doszłyśmy do wniosku, że obie mamy kręćka na punkcie książek i okazało się iż ma w swojej domowej bibliotece tą pozycję i mi wypożyczy. Podchodziłam do jej czytania z nadziejami na coś głębszego, na coś, co będzie mnie trzymało trochę dłużej, że będę "wierzyć" autorce. Niestety w moim wypadku, tak się nie stało. Albo moje wygórowane oczekiwania zawiodły, albo po prostu porównuję do innych dobrze napisanych książek biograficznych i ta w tej sytuacji z nimi przegrywa. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stronic o dzieciństwie Michelli, o jej idealnej rodzinie, o poprawnych w niej stosunkach, o najbardziej prawidłowych relacjach między bliskimi i znajomymi, pomyślałam, że widocznie Michelle planuje swoją karierę polityczną i ta książka powstała z myślą o przyszłych wyborach. Jednak w końcu książki autorka uprzedza nas, że nigdy nie będzie próbować swoich sił na arenie politycznej. Zabrakło mi szczerości , zabrakło niektórych bardzo ważnych wydarzeń za kadencji Baraca, czekałam chociaż na wzmiankę o nagrodzie Nobla. Ale za to wiem, ile łazienek miała rodzina do swojej dyspozycji... Może zbyt surowo oceniam książkę, ale zawsze podkreślam, że jest to tylko moja opinia, która nie musi zaważyć na decyzji sięgających po tą książkę.
Pisałam już, że po ośmiomiesięcznej odwykówce od kupowania nowych włóczek złożyłam zamówienia na takie, których dotąd nie znałam. Jedną z nich była Drops Lace. Czytałam o niej, że pasuje na lekkie cieniutkie chusty i kiedy już do dziergania takiej dojrzałam, to wybór padł na wzór "Krople rosy " od Bex Hopkins. Kiedyś taką dziergałam z grubszej włóczki razem z "Intensywnie kreatywną", wówczas ten wzór mnie bardzo zauroczył. Chciałam obdarować koleżankę, która jest blondynką i dlatego wybrałam turkusowy kolor nr 6410. Zużyłam prawie dwa pełne motki po 50g, chusta wyszła duża, zwiewna i ...ładna. Koleżanka była mile zaskoczona .



Co do tej włóczki, to chciałoby się na przyszłość wypróbować ją w połączeniu na przykład z moherem Kid Silk, bo jest bardzo wydajna i stosunkowo niedroga.
Jeszcze latem powstała chusta w "gorących " wręcz kolorach. Włóczkę kupowałam W Alanii w Turcji. Jest to mieszanka akrylu z wełną. Chusta musiała być bardzo kolorową, aby jesienią sprawiać radość właścicielce i wnosić trochę barw na te pochmurne dni. Mam nadzieję, że spełni oczekiwania Agaty.


Na listopad i grudzień mam bardzo obszerne plany robótkowe, bo i zapasy włóczek do tego zachęcają. Marzę o ciepłym swetrze z Drops Airu (włóczka zakupiona), o szalu z Kid Silku. Skarpety też są w planach, bo się rozchodzą jak te "ciepłe bułeczki". Aby się udało zrealizować...
Wszystkim tu zaglądającym życzę, mimo jesiennych widoków za oknem, ciepłych i miłych chwil przy dobrej książce, gorącej herbacie i ciekawej robótce.