Chociaż już minęły dwa tygodnie od uroczystyh obchodów100-lecia niepodległości Polski, ale nie sposób tak szybko zapomnieć tych chwil wzruszeń, uniesień, których doznawaliśmy uczestnicząc w różnych imprezach odbywających się w Wilnie. Wydarzeń było niemało, i o tych kilku, które zostawiły w naszych secach największy ślad chcę dzisiaj opowiedzieć.
Zaczęło się wszystko od hymnu. Tak, jak i w Polsce, śpiewały szkoły, przedszkola, chóry, ale największe wrażenie sprawił Mazurek Dąbrowskiego w wykonaniu lokomotyw Kolei Litewskich. Dyrygował grającymi lokomotywami Zbigniew Lewicki, znany Polak na Wileńszczyźnie, pierwszy skrzypek w Państwowej Orkiestrze Symfonicznej. Tych, kto nie widział tego wątku w wiadomościach w telewizji zachęcam szczerze do obejrzenia "niecodziennego" konceru.


Po tej uroczystości, na słynnej Rossie, przy Mauzoleum Matki i Serca Syna, przynosząc wieńce i znicze, przedstawiciele polskiej społeczności składali hołd marszałkowi, Józefowi Piłsudskiemu.
W samym zaś sercu miasta, na placu Ratuszowym 100 par tancerzy zespołów polskich i litewskich uczciło jubileusz tańcząc poloneza, później ludowy taniec litewski,i uwieńczyło swój występ wplatając w taniec flagi Polski i Litwy. Oczywiście byłam i tam również, na schodach Ratuszu wzruszałam się do łez i aż duma mnie rozpierała , że jestem Polką. Zapraszam szczerze do obejrzenia tego unikalnego widowiska.
W samym zaś sercu miasta, na placu Ratuszowym 100 par tancerzy zespołów polskich i litewskich uczciło jubileusz tańcząc poloneza, później ludowy taniec litewski,i uwieńczyło swój występ wplatając w taniec flagi Polski i Litwy. Oczywiście byłam i tam również, na schodach Ratuszu wzruszałam się do łez i aż duma mnie rozpierała , że jestem Polką. Zapraszam szczerze do obejrzenia tego unikalnego widowiska.
Wieczorem zaś, po tak obfitym w wydarzenia dniu, udaliśmy się do Domu Polskiego na koncert sekstetu Włodzimierza Nahornego, gdzie wysłuchaliśmy utworów Fryderyka Chopina i Ignacego Paderewskiego w jazzowej aranżacji.
Jeszcze muszę dodać, że słynne Trzy Krzyże Anoniego Wiwulskiego były tego dnia podświetlone białoczerwonymi barwami. A więc mimo tego, że nie mieszkamy w Polsce obchodziliśmy, i uczciliśmy.
A dzisiaj pisząc posta znowu się wzruszam, no bo nasz ulubiony Stoch ponownie staje na podium w Finlandii, a do tego jeszcze dziecięca "Eurowizja" przynosi zwycięstwo. Rośnie pokolenie zdolnych Polaków.
Wyciszam się od nadmiernych emocji przy robótkach.Przyjaciółka z Niemiec obchodzi w listopadzie urodziny, i z tego powodu udziergałam jej torbę ze sznurka, i ciepłe skarpety.


W październiku zaszalałam i zamówiłam sporo włóczki od Dropsa, bo kusiła zniżka. Teraz trzeba wyrabiać, bo motki już omal nie fruwają po mieszkaniu. Po raz pierwszy kupiłam Big Deligth, i jestem na razie tą włóczką zadowolona. Dwóch motków starczyło na czapkę robioną ukośnie i na spory komin, który może też transformować się w okrycie głowy. Przy zamawianiu nie miałam dużego wyboru kolorów, padło na nr 02, ale ogólnie kolory ułożyły się nieźle.
Szukałam jakiegoś ciekawego wzoru na czapkę i zaciekawił mnie pomysł na robienie prostokąta od jednego z jego rogów, dodając oczka z obu stron. Potem ten prostokąt się zszywa, i jedynym prolemem jest widoczny na zewnatrz szew. Ale ten szew jest nawet ciekawym akcentem, tylko trzeba było go jeszcze czymś uzupełnić. Z podróży do Estonii przywiozłam dwa ciekawe guziki robione z drewna jodłowca, które nigdzie dotychczas nie potrafiłam wykorzystać. A tu było ,jak znalazł, tym bardziej , że kiedyś przy rozmowie córka powiedziała, że chciałaby czapkę z guzikami. Przyszyłam, i zgodziłam się, że jest prawie czapka autorska. Córka z kompletu zadowolona, czapka z kominem już grzeją ją w Krakowie.

Życzę wszystkim czytającym zaopatrzenia się w ciepłe czapki i szaliki, bo nasi meteorolodzy na nadchodzący tydzień przewidują mrozy.