czwartek, 19 stycznia 2017

Coś się dzieje...


    Tydzień już za nami, trochę się czytało, trochę się dziergało. Czas na relacje czytelniczorobótkowe przy spotkaniu u Maknety.
     Będzie dzisiaj o książce  Isabel Allende "Podmorska wyspa".Odważnie sięgam po książki tej autorki, bo jeszcze mnie nie zawiodły. Przy czytaniu tej powieści  całkowicie zanurzyłam się w atmosferę osiemnatowiecznych wydarzeń na wyspie Santo Domingo. Bogatemu włascicielowi ziemskiemu  została sprzedana dziewięcioletnia  niewolnica Zarite. O czym ta powieść? O losie tej dzielnej dziewczyny, co to całe życie marzy o wolności, o niewoli i swobodzie, o wojnie i obyczajach panujących na wyspie i w Nowym Orleanie, o wierze i nadziei.



   Teraz przerzućmy się na inny temat. Piórkowego przybywa, pogoda sprzyja noszeniu takich ocieplaczy ciała. Bardzo nieśmiało kiełkuje w mojej głowie myśl, że to ja taki sweter założę, no bo ...
Ale po moich wahaniach wyłuszczonych na  blogu otrzymałam od koleżanek takie wsparcie, że postanowiłam: dziergam i nosić będę.  Wczoraj  zaś czytam  ostani  post u Czajki i co ja widzę. Moje obawy potwierdziły się u niej przy przymiarce cieplutkiego szarego sweterka. Ale jak zawsze potrafiła to opisać z wielka  dawką humoru. Poczytałam, pośmiałam  się  chwilę, a potem przypomniałam sobie, że dziergać, to ja dziergam, ale jeszcze nie próbowałam przymierzyć, i jeszcze niewiadomo, czy nie trzeba będzie  pruć. Więc dzisiaj założyłam to, co jest pokazane na zdjęciu, i bardzo ucieszyłam się, że trafiłam z rozmiarem. Prucia nie będzie, chociaż modelowanie reglanu i rekawa odbywa sie na oko.I nawet nie za bardzo wystraszyłam się tego odbicia w lustrze. Więc trzeba zmobilizować się do zakończenia robótki. 
























      Pozdrawiam wszystkich , kto " przypadkowo" czy "nieprzypadkowo" trafił na tą stronę i życzę pomyślnych dni.




środa, 11 stycznia 2017

O sowie i fasoli


     Od tego dnia, kiedy wzeszła gwiazda Adama Małysza zawody w skokach narciarskich są w naszym domu najbardziej oglądanym  sportem zimowym. Z wielką nadzieją śledziliśmy wyczyny Kamila Stocha na Olimpiadzie. Razem ze wszystkimi "smuciliśmy się "kilka lat z rzędu, kiedy to chłopcom z Polski nie bardzo sie wiodło na skoczniach. Aż nadeszły znowu dobre czasy dla kibiców. W ubiegły piątek, kiedy rozstrzygały się losy Pucharu czterech skoczni, akurat z ostatniej piłeczki tenisowej dziergałam sowę, bo już kotów było aż 5, co to rozeszły się po domach. Więc sowa, która powstawała w tak ważnym momencie musiała być nazwana na cześć zdobywcy Pucharu. A więc przedstawiam szydełkową sowę Kamilę.




















     Ponieważ na dworze mróz, trzeba ubierać się odpowiednio ciepło. Kilka "piórkowych" udziergałam, ale nie dla siebie. A w zapasach włóczkowych miałam po 5 motków Brushed Alpaci Silk w dwu kolorach. Mam obawy, że nie odważę sie w "piorkowym" pokazać  na ludziach, ale dziergać mimo wszystko zaczęłam. Chociaż nawet widziałam na blogach kilka pań odpowiednio "puszystych", co to udziergały sobie sweterki z takiej włóczki i odważnie je na sobie  prezentują. Na razie "piórkowego " jest tylko tyle, ale dzierga sie bardzo szybko, bo do tego motywuje mróz za oknem.








      Na środowe spotkanie  u Maknety chcę w kilku słowach przedstawić książkę Wiesława Mysliwskiego "Traktat o łuskaniu fasoli". Jeżeli na początku czytania , po kilkunastu stronach miałam zamiar tą książkę odłożyć, to już po kilku godzinach nie mogłam od niej się oderwać. Filozoficzne rozważanie o życiu, o roli człowieka na tym świecie, o przeznaczeniu snuje człowiek łuskający fasolę wraz z tajemniczym gościem. Rozważania o tak ważnych wydarzeniach w historii kraju, czy też w jego życiu, z ust mówiącego płynie jak rzeka, nad którą w domku letniskowym mieszka nasz bohater.
Jeżeli jeszcze ktoś tej "fasoli" razem z bohaterem "nie łuskał', to bardzo książkę polecam.

    "Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość drogi panie nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi."

     Chciałoby się jeszcze poznać książki tego autora, bo polubiłam  jego styl przekazywania informacji.

    Życzę wszystkim czytelnikom bloga dużo dobrych chwil przy ulubionym zajęciu.
    

środa, 4 stycznia 2017

Debiut poduszkowy




          Pierwszy wpis w nowym roku, pierwsza środa u Maknety , pierwsza udziergana poduszka, oraz pierwsze książki na liście przeczytanych już w tym 2017 roku.
           Zacznę od robótki. Od dawna planowałam "ubrać" poduszkę w dzianinę. Ogladając na blogach prace innych podejrzewałam, że musi być to bardzo przytulne, mięciutkie, no i dodające szyku każdej kanapie. Akurat przed Sylwestrem wpadła mi do rąk włóczka, która dostałam od koleżanki z Niemiec, i która do niczego mi nie pasowała, bo było tego tylko cztery moteczki po 50 g, i do tego jeszcze "akryl", z którego raczej ubrań nie dziergam. Wzorek wybrałam jak najprostszy, żeby raczej w świąteczne wieczory zbytnio schematami sobie głowy nie zawracać. Na każdą stronę zużyłam po dwa moteczki, a akurat były w dwóch kolorach: brązowym i beżowopopielatym. I tak to przy telewizorze, ogladając wyczyny polskiej drużyny na skoczniach narciarskich, kibicując dzielnym chłopcom, " poczyniłam" swój pierwszy "produkt' robótkowy w tym roku. W rzeczywistości jest o wiele ładniejsza, aniżeli na zdjęciu. Nasuwa mi sie pomysł, aby  taką poduszką przy okazji obdarować  bliską mi " solenizantkę".



































































  Teraz o czytaniu. W grudniu stosunkowo mało przeczytałam, bo byłam zbyt zajęta szydełkowaniem. Ale czas prezentów już minął  i z przyjemnością dużo czasu poświęcam  na czytanie. Udało mi się już w styczniu zaliczyć dwa kryminały.

 











 Pierwszy, to Harlan Coben " Głeboko w lesie". Nic nadzwyczajnego, ale znając twórczość tego autora spodziewałam się  rozwikływań  tajemnic kryminalistycznych  z odległej przeszłości. Przy okazji poznajemy szereg ciekawych charakterów, oraz różne podejście ludzi do poczucia winy  z powodu złożonych nieprawdziwych zeznań. Nie wiem, czy jest ta książka przełożona na język polski, czytałam po litewsku, ale miłośnikom kryminałów mogę jś śmiało polecić.
       Drugą zaś ksiażką była głośna "Dziewczyna z pociągu" Pauli Hawkins. Przed samym czytaniem natknęłam się na bardzo negatywną opinię o tej książce, co jeszcze bardziej mnie do czytania pobudziło. No i nie mogłam od książki oderwać się.  Bardziej  aniżeli wątek przestępstwa, zaciekawiła mnie postać Rachel. Byłam po stronie tej kobiety, odrzuconej prawie przez wszystkich, próbującej w samotności  toczyć  bezmyślną walkę z nałogiem. Czytałam, że film jest wogóle beznadziejny, dlatego postanowiłam , że go raczej nie obejrzę, bo książkę przeczytałam jednym tchem i chcę przy takiej jej ocenie pozostać. Ile ludzi, tyle opinii, i każdy ma prawo mieć swoje zdanie.
        Nie robiłam rocznego bilansu ze swoich prac robótkowych na blogu, bo jeszcze o nich pamiętam, i prawie wszystkie prace były pokazane. Przeczytanych książek lista tez grzeje mi serce, ale i o tych książkach też pisałam, i nie chce mi się powtarzać.  Ale nie mogę nie podsumować tego roku, jako roku, co to przyniósł mi nowe, tak bardzo mi potrzebne znajomości. Cieszę się serdecznie, kiedy widzę ładne prace, czy ambitne projekty nowopoznanych koleżanek blogowych, z niecierpliwością czekam na ich wpisy. U jednej śledzę sliczne, co tydzień powstające karteczki, zachwycam sie piórem innej przy opisywaniu przeczytanych książek. A czasami łapie się na myśli, że z niektórymi mam tak podobne spojrzenie na świat. Więc bardzo się z tej przyjażni  cieszę, bardzo ją cenię. Wszystkim i sobie również,  życzę, aby w tym roku nie zabrakło nam pomysłów na nowe prace, aby starczyło czasu na dobrą książkę, abyśmy umieli i chcieli wysłuchać innych, aby najwiekszym naszym problemem był problem: jakimże to wzorem mamy dziergać? Serdeczne pozdrowienia z zaśnieżonego Wilna.