wtorek, 31 maja 2016

Po prostu prosty prostokąt

   Marzyło  mi się wdzianko leciutkie, cieniutkie, co to uratuje w zimniejsze letnie wieczory, no i przykryje co nieco przed wścibskim okiem. Miało powstać takie niby swetro-ponczo, albo swetro-narzutka, jak kto woli. Na dziewiarskich blogach jest tego niemało, więc i ja postanowiłam przyłożyć się do dziergania zwykłego prostokąta, którego potem tylko dwa boki się zszywa zostawiając otworki na ręce. Po ukończeniu prostokąta i zszyciu bardzo szybko wszystko sprułam, żeby nikt nie zobaczył co stworzyłam. Po kilku miesiącach dojrzałam do drugiego podejścia do prostokata, mając na oku taki oto model narzutki.


 

     Moja włóczka to cieniutka wełenka, więc dziergałam w dwie niteczki i spodziewałam się, że  może końcowy efekt być bardzo odległy od pierwowzoru. Byłam już nastawiona na ponowne prucie.
Znowu podstawą był zwykły prostokąt, tylko w tym modelu należało w końcu doszyć ażurową plisę.
Muszę przyznać, że pierwszy raz miałam do czynienia z przyszywaną plisą i przed tym niejakie obawy były. Ale jakoś poszło. Plisa na miejscu, może w przyszłości trochę zmienię formę dorabianego rękawka, ale to tylko "może". Już wypróbowałam narzutkę w noszeniu i jest naprawdę ciepła, lekka, i chyba taka jaką sobie wyobrażałam. Prucia nie będzie.


 






  


     A teraz o książkach, ponieważ dzisiaj "środa u Maknety". http://www.makneta.com/ Ostatnia moja wyprawa do biblioteki była niezbyt udaną, bo aż trzy książki mnie po prostu rozczarowały.
     Po pierwsze kryminał Mijuki Mijabe "Płonący rydwan". Bardzo szczegółowe opisy każdego kroku, każdego podmuchu wiatru, ciągłe czekanie na  rozwinięcie się jakiejś akcji, a tu tylko grzeczne ukłony i nic więcej. Ja rozumiem, że to Japonia, że życie tam toczy się innym tempem, inaczej wyglądają relacje międzyludzkie, ale kiedy kilkadziesiąt stronic poświęca się na opisywanie  systemu kredytowego banków japońskich, to już przeprosiłam w myśli autorkę i książkę odłożyłam.
     Książkę Nicholasa Sparksa "Od pierwszego wejrzenia"przeczytałam i prawie po kilku minutach o niej zapomniałam. Więc chyba niewarto było. No i trzecie rozczarowanie to Harlean Coben "Zostań obok mnie". Widocznie niektórych autorów trzeba poznawać tylko poprzez czytanie ich pierwszych utworów, bo są raczej  zawsze najlepszymi w ich dorobku.
     I takiego mając pecha co do wybranych książek- nareszcie zadośćuczynienie. Nareszcie książka, którą "połknęłam" w dwa dni i nie mogę od niej uwolnić się i nie mogę zapomnieć o jej bohaterach.
Dla mnie jest to najważniejszym sprawdzianem, że to była moja "literatura". Mówię o książce Zośki Papużanki "Szopka". Od pierwszych chwil czytania zauroczyłam się stylem i językiem autorki. A jeszcze ten opisywany świat rodziny polskiej. Na początku czytania byłam zdania, że jest to literatura dla kobiet, potem doszłam do wniosku, że i dla dzieci z "takich" rodzin, a po przeczytaniu książki wiem, że i młodzieńcy planujący zakładanie rodziny muszą "Szopkę" zaliczyć. Z niecierpliwością czekam, aż będę miała w ręku nastepną książkę Zośki Papużanki "On".



  Serdecznie pozdrawiam nowo poznane koleżanki od czytania i dziękuję za miłe i ciekawe komentarze.

  Honorata

środa, 18 maja 2016

Czytamy?

           .
          W  "Angorze" przeczytałam artykuł Jana Tomkowskiego "Książki i rozczarowania". Nie mogłam nie zachwycić się cytatem z artykułu, bo całkowicie zgadzam się z autorem.


          W tym tygodniu akurat przeczytałam książkę Murakami " Bezbarwny Tsuzuki Taraki i   lata jego pielgrzymstwa". Bardzo spokojnie i płynnie, bez szczególnych "efektów" autor pokazuje, jak zadawnione niewyjaśnione sprawy  mogą zrujnować życie.  Znowu powiodło mi się z wyborem literatury, bo myśli o bohaterze towarzyszyły mi jeszcze kilka dni po przeczytaniu  Książka według mnie może znależć wielu zwolenników wśrod młodego pokolenia. Za jakiś czas na pewno jeszcze powrócę do książek tego autora. 









      A teraz trochę wspomnień z ubiegłej soboty. Oczywiście oglądaliśmy "Eurowizję" i to z kilku powodów.
  Po pierwsze, bo w tym roku było ambitniejsze i ciekawsze widowisko.
  Po drugie, bo przedstawiciel Polski dostał się do finału.
  Po trzecie, bo przedstawiciela naszego kraju ( Litwy) w szkole uczyłam fizyki.
  Po czwarte, bo bardzo dobrze mi przed telewizorem dziergało się.
      Muszę przyznać, że wystapienie Michała Szpaka ocenialiśmy dość objektywnie i euforii przed telewizorem nie było. Ale szukaliśmy tych plusów dla młodego wykonawcy, a kto szuka, ten znajdzie.
Podobało się nam, że oszczędził sobie tego  "biegania " po scenie, no i na jego korzyść przemawiało to, że jednak piosenkę skomponował sam, a nie kupił u Szwedów, jak to zrobiła większość. I tak sobie czekamy na głosowanie komisji międzynarodowych i tu : wielkie rozczarowanie. Przedostatnie miejsce. Jak to?  Oczywiście po takim werdykcie wykonawca w naszych oczach urósł niemal do pierwszej piątki.  Co robi  w takiej sytuacji Polak mający prawo na głosowanie, oczywiście głosuje. Bez wahania. Ale ileż było potem satysfakcji, że moje głosy też nie poszły na marne.


\


    Pozdrowienia dla wszystkich miłośników książki. Honorata

środa, 11 maja 2016

Dobra książka


                 Od dawna planowałam zacząć "bywać" na środowych spotkaniach czytelniczych u
  Maknety. Śmiało mogę powiedzieć, że czytanie jest moją największą pasją. Nie mogę i nie chcę zrozumieć tych, co czytać nie lubią. Cieszę się, że można zasięgnąc informacji o polecanych ksiażkach od czytających rękodzielniczek. Zawsze bardziej ufam ludziom, z  którymi coś mam wspólnego. Widzę, że jest moc oddających się i czytaniu i dzierganiu, więc widocznie musimy z takimi blogerkami nadawać na podobnych falach. Z blogowych postów o książkach przekonuję się, że bardzo często mamy podobne refleksje o przeczytanej literaturze.
       Dzisiaj postanowiłam, że dosyć odkładania, jest głęboki wieczór, i do następnej środy nie warto czekać. Książka, która według mnie, jest warta polecenia, to "Bóg zjawia się incognito" Laurenta Gounelle. Czytałam ją długo, bo takie książki "połykać" nie potrafię. Po przeczytaniu kilku stronic, podobnie, jak i bohater zaczynałam rozważać, "a dlaczego właśnie tak należy postepować, a do czego to prowadzi?" Wszystkim, kto lubi dobry dramat psychologiczny śmiało ją polecam. Bohater jest zmuszany do pokonywania różnych wyzwań, aby zdobyć wiarę w siebie. Niektóre rady zamierzam wypróbować w swoich sytuacjach życiowych. Bardzo mnie zafascynował taki sposób rozmowy z oponentem, aby nie dać mu się pokonać. Na każdy jego sprzeciw należy mieć przygotowne pytanie, i stopniowo zmuszając go do odpowiedzi zmuszamy go usprawiedliwiać się, a dalej " zasypując " go następnymi pytaniami doprowadzamy do poddania się. Czekam, aż nadarzy się taka chwila, aby taki sposób wypróbować. Na zdjęciu jest książka w języku litewskim.  Mnie to nie sprawia klopotu, ponieważ język ten znam. Syn przeczytał po polsku i mimo różnicy wieku obaj jesteśmy jdnakowo książką zachwyceni.



   Robótka obok książki, to ozdobna plisa do sweterka-narzutki z "prostokąta". Już jeden taki prawie prostokąt sprułam, bo był za duży, a ponieważ bardzo chciałam pozbyć się włóczki, więc znowu zaczęłam coś podobnego według opisu z internetu. Ale mam wątpliwości co do tego, czy taka cienka plisa przyszywana będzie się dobrze układała. Ale wkrótce już się przekonam, czy moje przygody z pruciem odeszły w przeszłość.
     Serdeczne pozdrowienia z "czytającego" Wilna.
     Honorata

niedziela, 1 maja 2016

Jesteśmy

    
   Byliśmy, jesteśmy i będziemy, tu na ziemi litewskiej Polakami. Takie nastroje przekazywał wczorajszy pochód  Polaków Litwy ulicami Wilna. Co trzy lata uczestniczymy w świątecznym pochodzie w taki sposób przekazując światu wiadomość, że nie wyrzekamy się swojej narodowości, a odwrotnie jesteśmy z niej dumni. Dorośli i dzieci, zespoły i szkoły, samorządy i parafie pod powiew flag białoczerwonych przemaszerowali od Sejmu do Ostrej Bramy. Kolorowe stroje i skoczne melodie dodawały świątecznej atmosfery, cieszyły oko i niejednemu wyciskały z niego łezkę rozczulenia. A jednak jesteśmy, mimo wszystko...



    Pozdrowienia rodakom od Polaków na Litwie.